Dziennik Gazeta Prawana logo

Turecka pajęczyna. Służby znad Bosforu dostały zielone światło - będą ścigać wrogów po całym świecie

29 grudnia 2017, 09:50
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Flaga Turcji
Flaga Turcji/Shutterstock
Po ubiegłorocznej próbie obalenia Recepa Tayyipa Erdogana służby bezpieczeństwa znad Bosforu dostały zielone światło, by bezpardonowo ścigać wrogów Ankary na całym świecie.

Informacyjną bombę odpalił dziennik „Wall Street Journal”. To na jego łamach w połowie listopada pojawił się artykuł o tym, że dwa miesiące po ubiegłorocznej próbie obalenia prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdogana doszło do spotkania gen. Michaela Flynna, przyszłego prezydenckiego doradcy ds. bezpieczeństwa, z przedstawicielami Ankary. Uczestnicy tej schadzki w jednym z nowojorskich hoteli mieli dyskutować o tym, jak „potajemnie wywieźć tego faceta”.

„Tym facetem” był Fethullah Gűlen, turecki kaznodzieja, który stworzył potężną religijno-społeczną organizację. Liczący od pół miliona do miliona członków ruch zasłynął nad Bosforem z budowy szkół czy wsparcia szpitali. Żarliwe wystąpienia przywódcy przyciągały zwłaszcza Turków z klasy średniej: urzędników, nauczycieli, wojskowych, małych i średnich przedsiębiorców. Przez dobrą dekadę organizacja rosła w siłę – Gűlen uchodził za sojusznika Erdogana, a obaj liderzy prawili sobie komplementy. Relacje pogorszyły się, kiedy kilka lat temu do internetu trafiły nagrania sugerujące, że Erdogan– wówczas premier – dorobił się gigantycznego majątku, który ukrył przed fiskusem. Według oficjalnej wersji: sfabrykowane taśmy wrzucili do sieci zwolennicy Gűlena. To oznaczało wojnę.

Próba przewrotu – bez względu na to, czy została rzeczywiście zaplanowana przez ruch Gűlena, czy tylko mu przypisana – była gwoździem do trumny niegdysiejszego aliansu. Ankara próbowała wymusić na administracji Baracka Obamy ekstradycję duchownego, który od lat „z powodów zdrowotnych” mieszka w Pensylwanii – ale bezskutecznie. Sytuacja zmieniła się wraz ze zmianą obsady Białego Domu, bo w nowej prezydenckiej ekipie znalazł się Flynn. Nie na długo – zarzuty o powiązania ludzi Donalda Trumpa z Rosją sprawiły, że generał piastował stanowisko doradcy ds. bezpieczeństwa ledwie przez 23 dni. Co nie znaczy, że wojskowy stracił wpływy w otoczeniu prezydenta.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj