Wspominając dzień katastrofy prezydenckiego samolotu Tu-154 w Smoleńsku, radny Gdańska Piotr Walentynowicz mówił, że po uzyskaniu informacji o katastrofie "próbowaliśmy się skontaktować z kimkolwiek: z kancelarią premiera, prezydenta, gdziekolwiek się dało (...) Nadzieja trwała bardzo długo, ponieważ dzwoniliśmy do babci, a jej telefon działał. Telefon działał, ale nikt go nie odbierał, więc liczyliśmy, że może babcia źle się poczuła i nie pojechała. Zakładaliśmy, że jeśli by była w tym samolocie, to telefon uległ by zniszczeniu" - wyjaśnił w rozmowie w Polsat News.
- dodał.
Zapytany o raport podkomisji Antoniego Macierewicza, który zostanie opublikowany 10 kwietnia w formie technicznej, zaznaczył, że nie jest tym zdziwiony. - przekonywał.
Komentując planowane odsłonięcie pomnika ofiar katastrofy smoleńskiej Piotr Walentynowicz stwierdził, że "najważniejsze, że jest". - wyjaśnił.