Andrzej Zieliński często słyszał w swoim Wałbrzychu, że przecież powinien zginąć.
Kiedy ktoś się znajdzie pod ziemią w epicentrum wybuchu metanu, nie ma tego prawa przeżyć. Jego 18 kolegów zginęło. Andrzej Zieliński po 34 latach od tragedii w kopalni Wałbrzych wciąż dba o ich pamięć.
– opowiada. Był maszynistą kolejki, z której iskra doprowadziła o 15.10 do wybuchu metanu. 671 m pod ziemią rozpętało się piekło. Fala uderzeniowa, temperatura rzędu 2,6 tys. st. C.
– wspomina Zieliński. Uratował go prąd świeżego powietrza od spągu (kopalnianej podłogi), które wypychało trujące gazy do góry, gdy on leżał twarzą do ziemi. – opowiada.
To były dzieciaki
Katastrofa sprzed 34 lat była badana przez śledczych. Dochodzenie trwało cztery lata, siedem osób postawiono w stan oskarżenia, sprawę jednak umorzono. – – twierdzi Zieliński.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Powiązane
Michał Potocki
Dziennikarz i redaktor DGP. Zawodowo zajmuje się tematyką światową, zwłaszcza państwami Europy Wschodniej