Dziennik Gazeta Prawana logo

Wysadził w powietrze blok, jest w rękach policji. Śledczy: Powoływał się na pobudki o charakterze ekologicznym

27 lutego 2019, 13:30
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Policja
Policja/Shutterstock
Zatrzymanie Mateusza H., podejrzanego o wysadzenie w ub.r. budynku w Bielsku-Białej, poprzedziło kilkadziesiąt czynności śledczych; w sprawie powołano biegłych m.in. z zakresu informatyki śledczej, pożarnictwa, a także pisma ręcznego i badania dokumentów - ujawniła prokuratura.

W środę policja i prokuratura potwierdziły nieoficjalną informację PAP o zatrzymaniu Mateusza H. To 29-letni student prawa na Uniwersytecie Śląskim, mieszkaniec Bielska-Białej. Został zatrzymany w poniedziałek w drodze na uczelnię. Według śledczych to on zniszczył budynek w Bielsku-Białej, używając do tego butli z gazem.

Do wybuchu bloku doszło nocą z 16 na 17 lipca ub.r. Zniszczony został trójkondygnacyjny blok budowany przez dewelopera na Sarnim Stoku, na północnych peryferiach Bielska-Białej. Sprawę badali śledczy z śląskiego wydziału Prokuratury Krajowej. Do wyjaśnienia szczegółów i ustalenia podejrzanych komendant główny policji powołał specjalną grupę. Znaleźli się w niej policjanci CBŚP z Katowic i Bielska-Białej, a także bielskiej komendy miejskiej. Do działań włączyli się także policyjni pirotechnicy z wydziału do Zwalczania Aktów Terroru CBŚP.

Jak powiedział w środę dziennikarzom naczelnik śląskiego wydziału PK Tomasz Tadla, okoliczności wybuchu były przedmiotem bardzo wnikliwego śledztwa. – powiedział prokurator.

- dodał Tadla.

Według ustaleń postępowania, eksplozja spowodowała zawalenie jednego z budynków i groziła zawaleniem dwóch innych. Dlatego prokurator przedstawił mężczyźnie zarzut sprowadzenia zdarzenia zagrażającego życiu lub zdrowiu wielu osób albo mieniu w wielkich rozmiarach, mającego postać eksplozji materiałów wybuchowych oraz usiłowania sprowadzenia takiego zdarzenia.

Prok. Tadla ujawnił, że czynności z udziałem zatrzymanego nie trwały zbyt długo. Później do katowickiego sądu trafił wniosek o aresztowanie 29-latka na trzy miesiące. Sąd się do tego przychylił.- zaznaczył prokurator. Prokuratura nie ujawnia, czy podejrzany przyznaje się do winy.

Po wysadzeniu budynku, latem ub.r., media informowały o listach organizacji zapowiadającej kolejne działania wymierzone w "niszczącego przyrodę" dewelopera. W listach domagano się wstrzymania prac, rozebrania pozostałych bloków i uprzątnięcia placu budowy.

W ramach prowadzonego śledztwa powołano biegłych z zakresu informatyki śledczej, pożarnictwa, a także pisma ręcznego i kryminalistycznego badania dokumentów. - wskazał Tadla.

Pytany, czy to ten mężczyzna pisał listy, publikowane w mediach, Tadla odpowiedział, że jest on "autorem pewnych treści", nie precyzując, o które listy chodzi. Śledczy w dalszym ciągu badają czy Mateusz H. działał sam, czy pomagały mu inne osoby lub, czy jego działań ktoś nie inspirował. Śledczy nie ujawniają, czy działał w którejś z organizacji ekologicznych.

Jak powiedział prok. Tadla, w czasie przeszukań u Mateusza H. znaleziono materiały wskazujące na zainteresowanie podejrzanego materiałami wybuchowymi i informacjami na temat protestów przeciwko inwestycjom budowlanym.

Jak podało wcześniej CBŚP, w wyniku eksplozji całkowitemu zniszczeniu i zawaleniu uległ jeden segment wielorodzinnego budynku mieszkalnego i prawdopodobnie usiłowano również uszkodzić dwa kolejne budynki. Nikomu nic się nie stało, ale straty materialne oszacowano na ponad 1,2 mln zł.

Do wysadzenia budynku doszło w nocy z 16 na 17 lipca ub.r. Okoliczni mieszkańcy mówili, że przed zawaleniem budynku słyszeli potężne wybuchy. Strażacy na miejscu zastali gruzowisko i niewielki pożar w piwnicy stojącego obok budynku. Paliły się tam śmieci. W obrębie pożaru znajdowała się 11-kilogramowa butla z gazem propan-butan. Strażacy wynieśli ją i ugasili ogień. Podczas oględzin rumowiska znaleziono fragmenty innej butli gazowej. Gruzowisko zostało przeszukane m.in. przy pomocy kamer wziernikowych oraz psów ratowniczych. Nie znaleziono osób poszkodowanych.

Firma deweloperska buduje na Sarnim Stoku trzy budynki wielorodzinne, położone blisko siebie. Jesienią 2017 r. doszło tam do podpalenia maszyn budowlanych. Wówczas pozostawiono tam kartkę, na której znajdowało się zdanie: "Odejdźcie stąd. Zostawcie tę ziemię w spokoju. To pierwsze i ostatnie ostrzeżenie".

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj