Dziennik Gazeta Prawana logo

Polak podał do sądu niemieckie państwo

26 października 2007, 00:35
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Takiej sprawy jeszcze w Polsce nie było. 69-letni Winicjusz Natoniewski ze wsi Lublewo koło Łeby (woj. pomorskie) domaga się od rządu Niemiec miliona złotych za krzywdy poniesione w trakcie II wojny światowej. Pozew w tej sprawie wpłynie w poniedziałek do gdańskiego sądu. Do tej pory nikt nie odważył się podać do sądu rządu obcego państwa - pisze "Fakt".

Natoniewski urodził się w 1938 roku na Zamojszczyźnie. Sześć lat później, dokładnie 2 lutego 1944 roku, do jego rodzinnej miejscowości Szczecyny weszli Niemcy. Postanowili zrównać ją z ziemią za to, że mieszkańcy udzielali pomocy polskim partyzantom. Hitlerowscy żandarmi otoczyli małą wieś i otworzyli ogień. Kto nie zginął od kuli z karabinów, ten musiał umrzeć spalony żywcem w swoim domu - opisuje "Fakt". Zginęło ponad 360 osób. Jakimś cudem z tej krwawej jatki udało się wydostać 6-letniemu wówczas Winicjuszowi oraz jego rodzicom. Chłopczyk jednak doznał bardzo poważnych poparzeń niemal na całym ciele.

"To były czasy, gdy na pomoc medyczną prawie w ogóle nie było można liczyć. A co dopiero przeprowadzać skomplikowane operacje, gdzie niemal całą skórę straciłem w ogniu" - wspomina w rozmowie z "Faktem" pan Winicjusz.

Lekarze tak naprawdę mogli zająć się okrutnie doświadczonym przez los chłopcem dopiero po wojnie. Niewiele jednak to dało. "Mąż tak naprawdę przez całe życie musiał pokutować za to, co zrobili Niemcy w 1944 roku. Nigdy nie doszedł do zdrowia. Na szczęście dzięki zdobytemu wykształceniu mógł jakoś pracować" - opowiada Maria Natoniewska, żona pana Winicjusza.

Po ukończeniu szkół rolniczych pan Winicjusz przeniósł się z Zamojszczyzny na Pomorze. Tu, w Lublewie, był zootechnikiem w państwowym gospodarstwie rolnym.
"Kiedy w latach 90. pojawiła się kwestia roszczeń za II wojnę światową, nie rozumiałem, dlaczego odszkodowania za męki mogli otrzymywać wówczas tylko dorośli ludzie. A co z dziećmi takimi jak ja? Postanowiłem więc wziąć sprawy w swoje ręce i powalczyć o odszkodowanie" - mówi "Faktowi" Natoniewski.

Razem z prawnikiem uznali, że będzie to kwota 1 miliona złotych. "Nie wiem, czy to dużo, czy to mało. Chciałbym dożyć godnie swoich dni. Nie wiem też, czy wygram. Chcę jednak sprawiedliwości za krzywdy. Chcę też pokazać innym równie skrzywdzonym jak ja, żeby nie bali się walczyć o swoje" - kończy pan Winicjusz.

Profesor Mariusz Muszyński - specjalista prawa międzynarodowego z Uniwersytetu Kardynała St. Wyszyńskiego - uważa, że Natoniewski ma szansę na wygraną. "Moim zdaniem pozew ten ma 50 procent szans na powodzenie. Nowoczesna wykładnia prawa dopuszcza sądzenie zbrodni wojennych przez sądy krajowe" - mówi.

Kancelarie adwokackie w całej Polsce już zastanawiają się nad tym, żeby ofiarom takim jak Winicjusz Natoniewski nieodpłatnie pisać pozwy przeciwko Niemcom. Podnoszą się głosy, że będzie to nie tylko możliwość zadośćuczynienia tym, którzy wiele wycierpieli w czasie II wojny, ale i doskonała odpowiedź na roszczenia niemieckie.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj