Najgłośniejsza krytyka putinowskiej Rosji dobiega dziś spoza jej granic. Rosyjskie głosy krytyczne są słabiej słyszalne, co nie znaczy, że polityczna opozycja w tym kraju nie istnieje. Największe opozycyjne ugrupowania utworzyły nawet wspólny blok Inna Rosja. Gorzej, że jest to sojusz dość egzotyczny - w jego skład oprócz partii demokratycznych i liberalnych wchodzą także ugrupowania, których ewentualne dojście do władzy może budzić poważne obawy. Takie jak Partia Narodowo-Bolszewicka kierowana przez naszego dzisiejszego rozmówcę Eduarda Limonowa. Co łączy go z demokratą Garrim Kasparowem (wywiad z tym ostatnim już wkrótce na łamach "Europy")? Zdaniem Limonowa najważniejsze jest dziś odsunięcie od władzy Putina i jego otoczenia. Dla tego celu warto zrezygnować z partyjnych i ideologicznych podziałów. Nie sposób jednak nie zadać pytania: co dalej? Limonow to surowy krytyk zachodniej cywilizacji - w swoich książkach obnażał jej miałkość i niechęć do heroicznych przedsięwzięć. Dziś deklaruje co prawda, że te kwestie już go nie interesują, ale niektóre jego uwagi mogą wywołać dreszcz...
p
Od razu muszę zaprotestować wobec tak przedstawionego - kłamliwego, jak sądzę - obrazu podziałów politycznych w latach 90. Owszem, ci, którzy mienili się demokratami,
piętnowali swoich oponentów określeniem "czerwono-brunatni". Z kolei tamci odwzajemniali się epitetem "diermokraci" [gra słów, "diermo" w
języku rosyjskim znaczy "gówno" - przyp. red.]. Nie była to jednak walka zwolenników demokracji z jej wrogami. Retoryka obu stron była przesadna - obie bezproduktywnie
szarpały się między sobą za włosy. W rezultacie na sztandarowe postaci rosyjskiej demokracji wyrosły takie osoby jak mer Sankt Petersburga Anatolij Sobczak czy premier Jegor Gajdar. A przecież
kariera polityczna Sobczaka to jedna wielka korupcja i to w skali porażającej. Pomimo obciążających go zarzutów występował on w roli czołowego rosyjskiego demokraty. Gajdar natomiast
ograbił swój własny naród i uczynił z Rosjan nędzarzy - w wyniku jego reform ludzie potracili oszczędności gromadzone przez całe życie. To właśnie tacy demokraci mieli za swoich wrogów
narodowych bolszewików, w tym mnie. Ale myśmy do władzy nigdy nie doszli, nasze projekty nie miały szans na realizację. Byliśmy zaledwie grupą intelektualistów. Zresztą tej batalii nie
wygrała żadna ze stron. Urzędnicy, klasa biurokratów. To oni tak naprawdę rządzą dzisiaj krajem. Podczas gdy w świadomości społeczeństwa funkcjonował podział na demokratów i
"czerwono-brunatnych" wrogów, władzę zdobyli ludzie nienależący do żadnego z tych obozów. Zrozumieliśmy to dopiero pod koniec prezydentury Jelcyna i na początku rządów
Putina. Obudziliśmy się w kraju, w którym nie ma normalnego życia politycznego, chociażby wolnych wyborów, w którym swobody osobiste przepadły... Dawni rywale nie mieli innego wyjścia. Musieli zjednoczyć siły, by uzyskać możliwość normalnego uczestnictwa w polityce. W Rosji brakuje realnego pluralizmu partyjnego. Proszę
zauważyć, że obecny reżim próbuje delegalizować przeróżne ugrupowania bez względu na ich barwy ideowe. Wśród nich oprócz oskarżonej przez władze o ekstremizm Partii
Narodowo--Bolszewickiej jest znajdująca się na przeciwległym biegunie liberalna Republikańska Partia Rosji Władimira Ryżkowa. Można tu wymienić też pozbawioną prawa startu w wyborach
komunistyczną Rosję Pracującą Wiktora Anpiłowa czy Swobodną Rosję Iriny Hakamady... Nie uważam batalii o uzyskanie wolności politycznych za projekt negatywny. Być może, jeśli Innej Rosji uda się odsunąć Putina w ciągu najbliższych kilku lat, program ten okaże
się po prostu projektem krótkoterminowym. Historia zna takie kolorowe koalicje. Weźmy chociażby przymierze różnych stanów społecznych i różnych grup politycznych w okresie rewolucji
francuskiej, zawiązane w celu obalenia monarchii absolutnej. Im udało się dokonać wielkiego historycznego przełomu, po którym nie przywrócono już tego, co było wcześniej. Unicestwienie
obecnego reżimu czy - jak delikatniej rzecz ujmuje Kasparow - jego demontaż potrzebne jest dzisiaj wszystkim partiom politycznym Rosji, nawet tym, które współpracują z władzą. Mam tu na
myśli Komunistyczną Partię Federacji Rosyjskiej, Liberalno-Demokratyczną Partię Rosji czy pojedynczych polityków kremlowskiej Jednej Rosji. Czują oni głęboką awersję do paternalistycznego,
autorytarnego reżimu i roli, jaką każe on im odgrywać. To jest bardzo obrzydliwa rola, rola żałosnych klaunów. Niech nawet sądy pozostaną zależne od polityków, a wojsko pogrąża się w
zgniliźnie - byleby odbyły się prawdziwie wolne wybory. Na początku liberalne środowiska niezbyt się za mną ujmowały. Zresztą ani Kasparow, ani Michaił Kasjanow nie siedzieli w więzieniu, ale doszli do takich samych wniosków, co ja,
czyli że opozycji potrzebna jest jedność ponad partyjnymi i ideowymi podziałami. Osobiste doświadczenia nie mają nic do rzeczy. Wcześniej są wybory parlamentarne. Według obowiązującego ustawodawstwa Inna Rosja nie może wystawić w nich swoich list, będzie jednak żądać ich rejestracji w Centralnej Komisji
Wyborczej. Postara się również wyłonić swojego kandydata na głowę państwa. Jeśli te plany wyborcze nie wypalą, będziemy podejmować naciski na władze. Jesteśmy gotowi do konfrontacji,
byleby osiągnąć swoje cele. Jesteśmy zdeterminowani, żeby z tym reżimem skończyć. Oczywiście metodami pokojowymi. Nie można tych słów traktować dosłownie. To ilustracja gniewu dopadającego ludzi skrzywdzonych przez polityczne elity. Nie chodzi tu o metody, lecz o wściekłość, która w takich
sytuacjach jest jak najbardziej realna. I to mimo że Rosjanie są bohaterskim narodem, który może znieść więcej niż inne narody. Ma wyższy niż one próg bólu.
Opozycja potrafi dziś przeciągnąć na swoją stronę elektorat protestu. Ale potrzebne są też głosy elektoratu konformistycznego, który wybierał do tej pory Putina. A tych głosów
jest niemało. Dlatego byłem za wysunięciem kandydatury Kasjanowa, byłego premiera, człowieka, który już ma doświadczenie w rządzeniu, którego nie boją się urzędnicy, czyli cała ta klasa
konformistyczna, nie boją się emeryci, kategoria ludności nazywana przeze mnie "błotem". Od tych ludzi bardzo dużo zależy. Tak czy inaczej trzeba pozyskać ich
przychylność. Wyjście ludzi na ulicę nie oznacza jeszcze rewolucji. Jej warunkiem jest pojawienie się alternatywy dla systemu. Juszczenko to żaden radykał, to były premier Ukrainy. Nie stanowił
więc alternatywy dla ówczesnego premiera, Janukowycza. Obaj są tylko szarymi, bezbarwnymi politykami reprezentującymi interesy rywalizujących ze sobą klanów. Ale tak jest na całym obszarze
postsowieckim. Żadnych takich obaw nie mam. Czy są powody ku temu, bym je miał? Proszę nie używać wobec mnie takich argumentów. Nawet jeśli coś na ten temat pisałem, nie ma to wagi politycznej. W swojej aktywności na polu polityki nie odwołuję się do
kategorii artystycznych. Partia, na czele której stoję, choć została w tym roku zdelegalizowana, przez 14 lat swojego działania prowadziła poważną działalność, o czym świadczyć może
także jej obecne prześladowanie przez władze. To wszystko przeminęło jak choroby wieku dziecięcego. Dugin był w partii tylko pięć lat... Po tym, jak objąłem jej kierownictwo, przeszła ona na pozycje lewicowe. Nie
zrezygnowaliśmy jednak z walki o prawa rosyjskojęzycznych mieszkańców Łotwy, Ukrainy i innych krajów byłego ZSRR. To stara wizja Charles'a de Gaulle'a. Rosja jest częścią Europy i powinna się znacząco w ten projekt zaangażować. Teraz jest już za późno. Jelcyn po pijanemu przypuszczał, że państwa powstałe w wyniku rozpadu ZSRR ponownie się zjednoczą w jakąś nową wspólnotę. Nie miał żadnej
historycznej intuicji. W poszczególnych republikach przedstawiciele narodowych elit stawali się prezydentami świeżo utworzonych państw. To był dla nich prawdziwy awans. Żadne inicjatywy
reintegracyjne nie wchodziły więc w grę... Nie zamierzam niczego zmieniać. Tylko ignoranci mogą narodowy bolszewizm porównywać do nazizmu. Powszechnie wiadomo, że jeszcze w roku 1932 Ernst Niekisch, jeden z ojców niemieckiego
narodowego bolszewizmu, wydał książkę pod wymownym tytułem "Hitler - ein deutsches Verhängnis" (Hitler - złowieszczy los Niemiec). W roku 1937 został aresztowany i spędził
kolejne osiem lat w więzieniach i obozach koncentracyjnych III Rzeszy. W Rosji ten kierunek zapoczątkował Nikołaj Ustriałow, który zginął w stalinowskim łagrze. W naszej ideologii nie ma
kropli krwi, ona nigdy nie była u władzy. Wszelkie pretensje o charakterze historycznym kierowane pod adresem narodowych bolszewików są absurdalne...
W latach 90. Partia Narodowo-Bolszewicka dopiero się rodziła, trzeba było przyciągnąć do niej ludzi, wywiesić odpowiednie transparenty... Były momenty, kiedy takie twierdzenia mogły znajdywać uzasadnienie. Jednak teraz widzę to inaczej. Rosja w przeciwieństwie do Niemiec nie poniosła klęski w wielkiej wojnie -
została zwyciężona przez własne słabości: brak pewności siebie, hermetyzm, oderwanie od świata... Jako wielka potęga zachowała się raczej samobójczo, nie została przez kogoś
zniszczona. Interwencja USA w Jugosławii miała charakter przestępczy. Najazd na Irak to poważne naruszenie prawa międzynarodowego. Ale nie chcę państw zachodnich krytykować, bo teraz moja
uwaga zwrócona jest na wewnętrzne problemy Rosji. Wszystko w swoim czasie. Zresztą obecnie rosyjska opozycja potrzebuje wsparcia z zewnątrz... Zajmowałem się tym w przeszłości, gdy mieszkałem w USA i Francji. Obserwując społeczeństwa zachodnie, doszedłem do pesymistycznych wniosków, które potem zawarłem w książce
"Disciplinarnyj sanatorij" ("Sanatorium dyscyplinarne"). Ale jednocześnie po powrocie do ojczyzny coraz bardziej oddalałem się od tych problemów. Dziś mnie
one po prostu nie interesują. Ważne było dla mnie tylko uczestnictwo w życiu mojego kraju... Za wcześniej na takie porównania. Moja historia nie dobiegła jeszcze kresu.
p