Ptaki przebywały w ośrodku rehabilitacji przy leśniczówce Taftowo. Wojewódzki Lekarz Weterynarii w Olsztynie Ludwik Bartoszewicz poinformował, że w ośrodku zostało jeszcze kilka innych dzikich ptaków między innymi dwa żurawie, bocian biały i łabędź niemy.

Ponieważ gatunki te objęte są ścisłą ochroną, dziś Wojewódzka Konserwator Przyrody ma wystąpić do ministra środowiska z wnioskiem o zgodę na uśpienie chronionych ptaków. Pozwolenie takie nie jest natomiast potrzebne w przypadku pozostałych w ośrodku ptaków łownych - bażantów czy gęsi.

"Wirus ptasiej grypy jest charakterystyczny dla ptactwa dzikiego. Dzikie ptaki wodne mogą być odporne na niego, wrażliwe są natomiast drapieżniki" - ocenił dr Bartoszewicz.

Rezerwaty i siedliska ptactwa dzikiego na Warmii i Mazurach będą obecnie monitorowane. Ornitolodzy podkreślają, że nie ma powodów do paniki, ponieważ zakończyły się wędrówki dzikich ptaków.

W ośrodku rehabilitacji w Taftowie oprócz ptaków znajdują się jeszcze inne zwierzęta; według specjalistów dla nich wirus ptasiej grypy nie jest groźny. Ptaki do ośrodka w Taftowie trafiły w tym roku, są umieszczone w dwóch zamkniętych wolierach. Padłe w piątek i w niedzielę ptaki nie posiadały zmian charakterystycznych dla ptasiej grypy, wątpliwości wzbudziło natomiast to, że aż trzy sztuki padły w tak krótkim czasie.

Trwa ustalanie osób, które miały kontakt z ptakami. Wokół ogniska choroby wyznaczono trzykilometrową strefę zapowietrzoną oraz dziesięciokilometrową strefę zagrożenia. W obrębie strefy zagrożenia znajduje się kilka ferm drobiu, na których jest około 45 tysięcy ptaków. Najbliższa hodowla znajduje się 700 metrów od miejsca, gdzie padły dzikie ptaki.

Przypadek ptasiej grypy na Warmii i Mazurach to już piąte ognisko tej choroby w Polsce. Stwierdzone do tej pory cztery ogniska ptasiej grypy dotknęły ptactwo hodowlane i dotychczas nie wykraczały poza województwo mazowieckie.

Na początku grudnia wirusa H5N1 wykryto na fermach indyczych w Myśliborzycach i Uniejewie w gminie Brudzeń Duży pod Płockiem. Ptasia grypa pojawiła się również na fermie kur w Karniszynie oraz w Sadłowie - obie miejscowości na terenie gminy Bieżuń. Drób z ferm, w których wykryto wirusa H5N1 jest usypiany i utylizowany.

Dotychczasowe szacunki mówiły o 10 milionach złotych strat wśród hodowców drobiu. Wiadomo już, że szkody będą znacznie wyższe.

Specjaliści uspokajają, że wirus nie jest groźny dla ludzi - pod warunkiem, że mięso będzie ugotowane lub usmażone. Podobnie jajka, które przed podaniem trzeba ugotować na twardo.