W nocy w czasie posiedzenia sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka posłowie, przy sprzeciwie opozycji, pozytywnie zaopiniowali blok poprawek zgłoszonych przez PiS. Jednocześnie odrzucone zostały wszystkie te, które wyszły z szeregów opozycji. W związku z tym, że przebieg prac komisji był niezwykle burzliwy i ograniczony do minimum przez przewodniczącego Stanisława Piotrowicza, poprawki nie zostały przedyskutowane, a wnioskodawcy nie mieli możliwości ich uzasadnienia. A w gronie zmian zaproponowanych przez PiS znalazły się również te, które miały odpowiadać na żądanie prezydenta.

Reklama

Andrzej Duda we wtorek spotkał się z marszałkami Sejmu i Senatu, którym zakomunikował, że oczekuje zmian nie tylko w ustawie o KRS (zaproponował do niej własną nowelizację), ale również w ustawie o Sądzie Najwyższym. Chodziło o zwiększenie jego roli przy przyjmowaniu regulaminu SN oraz kwestiach personalnych – czyli jednego z najbardziej kluczowych i palących aspektów zmian.

Projekt PiS w pierwotnej wersji przewidywał, że po wejściu w życie ustawy obecni sędziowie SN przeniesieni zostaną w stan spoczynku – z wyjątkiem tych wskazanych przez ministra sprawiedliwości. W tym miejscu prezydent domagał się dla siebie większych kompetencji. Po spotkaniu ze Stanisławem Karczewskim i Markiem Kuchcińskim pojawiła się informacja, że PiS uwzględni roszczenia prezydenta.

Jeśli jednak zajrzeć do poprawek, które w nocy przeszły przez komisję sprawiedliwości, sytuacja się komplikuje. Art. 87 rzeczywiście mówi, że w momencie wejścia ustawy w życie sędziami SN pozostają tylko ci, których zatwierdzi prezydent. Ale ma to zrobić w zgodzie z procedurą opisaną w punkcie a) tego artykułu.

Ta zaś znacznie wszystko komplikuje. 14 dni po wejściu w życie ustawy minister sprawiedliwości przekazuje do KRS listę sędziów SN, którzy mieliby pozostać na stanowiskach. KRS – wybrane już na nowych zasadach - ma kolejne 14 dni na zaopiniowanie każdego z wymienionych sędziów, przy czym opinia Rady nie jest dla prezydenta wiążąca. I dopiero po przejściu tej procedury Andrzej Duda miałby zdecydować, czy sędziowie wskazani przez Zbigniewa Ziobrę, rzeczywiście pozostaną w SN.

Reklama

W ten sposób prezydent ma głos decydujący, ale tylko w zakresie, który wyznaczy mu minister sprawiedliwości. Nie może więc „obronić” sędziego przed przeniesieniem w stan spoczynku – może jedynie się na pozostanie któregoś nie zgodzić.

Co ważne, tej samej procedurze podlega I prezes Sądu Najwyższego.

Na tę kwestię zwrócił uwagę również Sąd Najwyższy w komunikacie przedstawionym jeszcze przed sejmowym głosowaniem nad ustawą.

Proprezydencki Kukiz’15

Nieco bliższe żądaniom prezydenta wydają się poprawki zgłoszone przez klub Kukiz’15 – one również przepadły w czasie nocnych obrad sejmowej komisji. Mówią one wprost, że z dniem wejścia w życie ustawy prezydent wyda rozporządzenie, w którym wskaże tych sędziów, którzy pozostaną na stanowiskach. Tu również miało to dotyczyć I prezes SN. Pod takim rozporządzeniem musiałaby się podpisać premier rządu.