Klika miesięcy temu, podczas wakacji, warszawscy policjanci dowiedzieli się o dwóch włamaniach do mieszkań przy ul. Brzeskiej. Włamywacz najpierw obserwował mieszkania, a gdy był pewien, że właściciela nie będzie długo w domu, wyważał drzwi łomem.

Złodziej nie kradł jednak pieniędzy czy wartościowych przedmiotów. Nie interesowały go także radia, telewizory czy inny sprzęt elektroniczny. Kradł tylko to, co mógł sprzedać w skupach złomu: wanny, zlewy, kuchenkę gazową, pralkę automatyczną, piec gazowy, czy silnik pralki automatycznej.

Technicy kryminalistyki znaleźli w obu mieszkaniach odciski palców sprawcy. Nie było ich jednak w żadnym rejestrze. Zaczęły się poszukiwania "złomiarza".

Okazało się jednak, że w tej samej klatce, w której okradziono dwa mieszkania, mieszkał właśnie Adrian Sz. Policjanci znali chłopaka - miał na sumieniu kilka ciemnych sprawek. Nic zatem dziwnego, że najpierw zapukali do niego. Nastolatek szedł jednak w zaparte: nigdzie się nie włamywałem, niczego nie ukradłem - zapewniał.

Policjanci nie dali jednak za wygraną. Porównali odciski palców i... okazało się, że krzepkim włamywaczem jest właśnie Adrian.

Chłopak, jeśli śledczy udowodnią mu winę, spędzi najbliższych kilka lat w poprawczaku.