Po męczącym koncercie w Poznaniu trójka gwiazd musiała wracać nocą do Warszawy. Jechali spokojnie płatną autostradą na odcinku Poznań-Konin. Podekscytowani wieczornym występem rozmawiali ciągle ze sobą, od czasu do czasu bawiąc się nawzajem jakimś żartem. Ale przestało być im do śmiechu, gdy niespodziewanie coś wielkiego uderzyło w maskę samochodu - pisze bulwarówka.

"Jechaliśmy z dozwoloną prędkością około 120 km/h, gdy nagle, nie wiadomo skąd, na drogę wbiegł ogromny dzik. Było ciemno, więc nie mogliśmy nic zrobić. Zwierzę nie miało z nami szans" – powiedział "Faktowi" wyraźnie przejęty Krzysztof Tyniec. "Był wielki huk, wystrzeliły wszystkie poduszki powietrzne. Silnik się wyłączył, bo dzik poważnie zdewastował nam samochód. Na szczęście utrzymaliśmy się na drodze i nie koziołkowaliśmy" - dodał aktor.

Artyści są ciągle w szoku. Dobrze, że nic poważnego im się nie stało, są tylko lekko poobijani. I tylko dzika szkoda. Skąd jednak wziął się on na płatnej autostradzie? Przecież to jest niedopuszczalne. "Obsługa autostrady twiedzi, że zdarzyło się to po raz pierwszy. Zwierzę musiało przejść przez jakąś dziurę w siatce" - dzieli się swoimi przypuszczeniami z dziennikarzami "Faktu" Tyniec.