Dziennik Gazeta Prawana logo

300 tysięcy za wychowywanie cudzego dziecka

17 kwietnia 2008, 19:58
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
300 tysięcy za wychowywanie cudzego dziecka
Inne
Sześć lat procesu i nic. Rodziny, które walczą o odszkodowanie za podmienienie niemowlaków w warszawskim szpitalu w 1984 roku, podwyższają swoje żądania - chcą 300 tysięcy złotych do podziału. Rodzice po 18 latach dowiedzieli się, że wychowują cudze dzieci. Wszystko przez pomyłkę na porodówce.

Kto miałby wypłacić odszkodowanie? Skarb Państwa i Warszawski Uniwersytet Medyczny. To właśnie do niego 24 lata temu należał szpital dziecięcy przy ulicy Niekłańskiej.

Tam zdarzyła się pomyłka, która zaważyła na życiu dwóch rodzin. W styczniu 1984 roku na oddział w tym samym czasie trafiły bliźniaczki Katarzyna i Nina O., a także Edyta W. Wszystkie na świat przyszły w grudniu 1983 roku.

Po dwóch tygodniach rodzice odebrali dziewczynki ze szpitala. Po 17 latach okazało się, że Edyta trafiła do rodziny O. zamiast Niny, którą wychowywali jej rodzice.

Co ciekawe, rodzice od początku podejrzewali pomyłkę. Jedna z bliźniaczek miała wrodzoną wadę nogi. Gdy ich matka odbierała je ze szpitala, zauważyła, że obie są zdrowe. Jednak lekarze zapewniali, że to dzięki rehabilitacji.

"Po latach od tamtych wydarzeń koleżanki bliźniaczek stwierdziły, że w Warszawie są dwie dziewczyny, które wyglądają identycznie. Bardzo często dochodziło do pomyłek. Koleżanki doprowadziły do ich wspólnego spotkania. Kiedy stanęły ze sobą twarzą w twarz, okazało się, że są identyczne" - relacjonowała pełnomocniczka rodzin Maria Wentland-Walkiewicz.

Choć sprawa wyszła na jaw kilka lat temu, obie rodziny do dziś się nie pozbierały. Matki leczą się psychiatrycznie. Jedna z bliźniaczek odseparowała się od rodziny i przyjaciół.

Jak to się stało, że dzieci trafiły do obcych rodzin? "Niemowlaki, które trafiają na oddział, są często bardzo odwodnione, mają zapadłe policzki, trudno je odróżnić" - mówiła przed sądem lekarka, która pracowała wówczas w szpitalu przy Niekłańskiej. Inna tłumaczyła, że na oddziale często brakowało miejsc, dlatego dzieci leżały w koszach lub w szufladach od biurek.

Końca procesu nie widać. Pozwany, czyli Skarb Państwa, nie poczuwa się do winy. I do tego przekonuje, że sprawa się przedawniła.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj