Wanda Łyżwińska nie ma najmniejszych wątpliwości, że list jest napisany ręką Anety Krawczyk, choć nie jest podpisany. Jego treść cytuje dziennik "Polska". Tę korespondencję znaleziono w trakcie porządków w domu Łyżwińskich w Grójcu.

Reklama

"I co, podobała ci się kara? Zakładam, że spodobała ci się kara. Może chcesz jeszcze? Powiedz kiedy, a spełnię twoje najskrytsze sadomasochistyczne marzenia..." - brzmi jeden z liścików.

Łyżwińska zapowiada, że na dzisiejszej rozprawie przed sądem w Piotrkowie Trybunalskim pokaże ten list jako dowód na to, że to Aneta Krawczyk chciała uwieść Stanisława Łyżwińskiego. "Ta kobieta robiła wszystko, żeby zdobyć Stacha. Nie może pogodzić się z miłosną porażką" - oskarża żona działacza Samoobrony.

Aneta Krawczyk była wczoraj nieuchwytna, a jej prawniczka nie wierzy w autentyczność listu. "Prezentowanie korespondencji, którą moja klientka rzekomo kierowała do pana Łyżwińskiego, jest niczym innym niż próbą jej ośmieszenia i odebrania wiarygodności. Treść liściku wygląda jak przekopiowana z forum dla amatorów praktyk sado-masochistycznych" - powiedziała Agata Kalińska-Moc.

Dziś kolejna rozprawa przed piotrkowskim sądem. Na ławie oskarżonych w tym procesie siedzą: Andrzej Lepper i Stanisław Łyżwiński. Są oskarżeni o żądanie usług seksualnych w zamian za pracę. Łyżwiński dodatkowo odpowiada za gwałt. Lepperowi grozi 8, a Łyżwińskiemu 12 lat więzienia.

W tej sprawie skazano wczoraj byłego asystenta Stanisława Łyżwińskiego - Jacka P. Namawiał on Anetę Krawczyk do usunięcia ciąży. Dwukrotnie wstrzyknął jej również lek wywołujący poronienie. Sąd skazał go na 2 lata i 4 miesiące więzienia.