Jak poinformował szef łańcuckiej prokuratury rejonowej prok. Marek Jękot, sprawa została przekazana do prokuratury w Gdańsku.

Reklama

Rodzice Maksymiliana wraz z synkiem (mieszkający w Łańcucie) przebywali na wczasach w Jastrzębiej Górze (woj. pomorskie). Dwa dni przed powrotem do domu chłopczyk dostał kataru, później niewielkiej gorączki. Miał też duszności i trudności z oddychaniem.

Zaniepokojeni rodzice zawieźli wieczorem synka do szpitala w Pucku. Dyżurna lekarka miała przebadać dziecko stetoskopem, sprawdzić gardło i stwierdzić, że nie widzi nic niepokojącego. Zleciła zastrzyk, po którym stan dziecka miał się poprawić.

Rodzina wróciła do Łańcuta następnego dnia nad ranem. Po kilku godzinach rodzice zauważyli, że dziecko nie oddycha. Przybyłe na miejsce dwa zespoły karetek bezskutecznie reanimowały je przez godzinę. Chłopczyk zmarł.

Śledztwo w sprawie narażenia dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia przez lekarza pełniącego dyżur w Poradni Nocnej i Świątecznej Opieki Zdrowotnej oraz nieumyślnego spowodowania śmierci chłopca wszczęła łańcucka prokuratura.

Prok. Jękot zaznaczył, że zostały przeprowadzone oględziny miejsca ujawnienia zwłok. Ponadto prokuratura zwróciła się do właściwej placówki medycznej z żądaniem wydania dokumentacji dotyczącej udzielenia pomocy dziecku. Przesłuchano także, w charakterze świadków, rodziców zmarłego.

Pokrzywdzeni w zeznaniach podnieśli, że zgon ich dziecka nastąpił najprawdopodobniej na skutek nieprawidłowo udzielonej pomocy medycznej przez lekarza pełniącego dyżur w Poradni w Szpitalu Puckim – przekazał prok. Jękot.

Dodał, że została także przeprowadzona sekcja zwłok, jednak nie udało się jednoznacznie określić przyczyny śmierci dziecka. Konieczne jest przeprowadzenie dalszych badań, m.in. histopatologicznych.

Zabezpieczono także materiał do badań biologicznych.

Z uwagi na właściwość rzeczową (chodzi o śmierć dziecka) i miejsca (dot. woj. pomorskiego) sprawa została przekazana do Prokuratury Regionalnej w Gdańsku.