Dziennik Gazeta Prawana logo

Protest przeciw aborcji pod kliniką ginekologiczną. Zatrzymano działaczkę Partii Razem

19 września 2020, 20:35
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Polska policja, radiowóz
<p>Polska policja, radiowóz</p>/ShutterStock
Po sobotnim proteście przeciwko aborcji, który odbywał się przed poznańską kliniką ginekologiczno-położniczą zatrzymana została działaczka Partii Razem. Cztery inne osoby odpowiedzą za naruszenie miru.

Protest odbył się w sobotę po południu przed szpitalem przy ul. Polnej w Poznaniu. Jak relacjonowały lokalne media, działacze Fundacji Pro Prawo Do Życia spotkali się przed kliniką z transparentami; wspólnie się także modlili.

Rzecznik prasowy wielkopolskiej policji mł. insp. Andrzej Borowiak tłumaczył PAP, że w trakcie protestu "cztery osoby weszły przez płot na teren zamknięty, na teren szpitala. W związku z tym zostały wylegitymowane i będą odpowiadały za naruszenie miru domowego" – powiedział.

Jak dodał, "po tym incydencie, ta grupa kontynuowała swoje zgromadzenie pod szpitalem, już na ulicy. Wówczas młoda kobieta próbowała wyrwać mikrofon osobie, która prowadziła to zgromadzenie. Kiedy policjanci chcieli tę kobietę wylegitymować – ona odmówiła podania danych personalnych, dlatego została doprowadzona do komisariatu w celu ustalenia jej tożsamości" – podał.

Partia Razem poinformowała w sobotę wieczorem w mediach społecznościowych, że zatrzymana pod szpitalem kobieta to działaczka partii.

"Jedna z naszych partyjnych koleżanek, Anna Bąk, została dziś zatrzymana przez policję podczas legalnej pikiety solidarnościowej pod szpitalem na Polnej, zakłóconej przez nielegalną demonstrację przeciwników prawa do aborcji" – podała Partia Razem.

"Funkcjonariusze z komisariatu na ul. Kochanowskiego nie dopuszczają do kontaktu Ani z jej prawnym pełnomocnikiem, mimo że przybył on na miejsce niedługo po zatrzymaniu. M.in. doszło do sytuacji, w której Ania została poinformowana, że powinna , podczas gdy prawnik znajdował się w pomieszczeniu obok, o czym jej nie powiedziano” – wskazano w oświadczeniu.

Jak podała w sobotę "Gazeta Wyborcza", zgromadzenie przed szpitalem zgłosiła legalnie studentka położnictwa, która była oburzona wcześniejszym protestem Fundacji w tym miejscu. Wtedy – jak podała "Gazeta" - grupa przeciwników aborcji miała wnieść na teren szpitala plakat ze zdjęciem zakrwawionego płodu i napisem "Aborcja zabija. Szpitale nie są od zabijania".

- – tłumaczyła studentka na łamach "Gazety". W sobotę wraz z kilkoma innymi osobami pojawiła się przed szpitalem z transparentem "Fundamentaliści religijni - no pasaran! Z dala od szpitala".

Po zatrzymaniu działaczki Partii Razem studentka podkreśliła na łamach "Gazety", że "Ania wyrywając mikrofon chciała zrobić to, czego nie zrobiła policja - przerwać grupie, która zakłócała nasze zgromadzenie. (…) Zostaliśmy wyrugowani przez działaczy antyaborcyjnych z własnego, legalnego zgromadzenia, przy asyście policji" – zaznaczyła.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj