– mówi jeden z naszych rozmówców. Wszystko zależy od tego, czy zauważalne staną się efekty obostrzeń z połowy października: poszerzenia czerwonych stref, odesłania młodzieży na e-lekcje. Czyli czy zobaczymy spowolnienie przyrostu zakażeń. Sprawa jest dla rządu o tyle paląca, że w przyszły weekend wypada Wszystkich Świętych, Polacy ruszą więc na cmentarze.
Restauratorów faktyczny lockdown objął już przedwczoraj – przez dwa tygodnie posiłki wolno wydawać jedynie na wynos. Według Macieja Koteckiego, założyciela Stowarzyszenia "Przyszłość dla Gastronomii”, bardzo prawdopodobne jest jednak przedłużenie zakazu. A to oznaczałoby dramat. – uważa Kotecki. Według niego pierwszym skutkiem obostrzeń może być fala zwolnień, które – jeśli przedsiębiorcy nie otrzymają pomocy – mogą się zacząć już w tym tygodniu. To prawdopodobne, bo restauratorzy nie zdążyli jeszcze odrobić strat po wiosennym zamrożeniu działalności – dociążały ich obostrzenia sanitarne, a potem także ograniczenia związane z funkcjonowaniem żółtych i czerwonych stref.
– tłumaczy Maciej Kotecki. Jeśli te przewidywania się sprawdzą, problem będzie tylko rosnąć: zatrudnienie w gastronomii jest dużo większe niż np. w branży fitness, która ostro protestowała po wprowadzeniu ograniczeń tydzień wcześniej.
Marta Petka-Zagajewska, ekonomista banku PKO BP, przytacza dane, według których same największe restauracje (zatrudniające dziewięciu i więcej pracowników) dawały dotąd prace ponad 213 tys. osób. Branża apeluje o pomoc. Na razie Ministerstwo Rozwoju, Pracy i Technologii proponuje powrót do zwolnienia ze składek ZUS i świadczenia postojowego na listopad. Nowym pomysłem jest mikrodotacja, o której resort rozwoju chce jeszcze z biznesem rozmawiać. Dla restauratorów jednak największym obciążeniem – ok. 70–80 proc. kosztów działalności – są czynsze, które mimo braku obrotów będą musieli płacić właścicielom lokali.
Więcej chorych, ostrzejsze restrykcje
Wprowadzone w sobotę regulacje pokazują, że rząd przestraszył się szybkiego przyrostu przypadków koronawirusa. – – słyszymy. – To o tyle możliwe, że w przyszły weekend jest Wszystkich Świętych – to moment, kiedy większość odwiedza cmentarze oraz rodziny.
Już piątkowe decyzje pokazują, że rząd poszedł dalej niż zamierzał pierwotnie. Wcześniej była mowa o skróceniu prac barów i restauracji czy wysłaniu na naukę zdalną klas 6–8 w podstawówkach. Ostatecznie restauracje mogą sprzedawać tylko na wynos przez dwa tygodnie (z możliwością przedłużenia), seniorzy mają zakaz wychodzenia z domu poza określonymi sytuacjami, a młodzież i dzieci do lat 16 nie mogą sami przebywać poza domem w godzinach 8–16 (wyjątek: droga do i z szkoły). Do tego zamknięto sanatoria, a w przestrzeni publicznej nie może się spotykać więcej niż 5 osób spoza gospodarstwa domowego.
Do zaostrzenia kursu doszło po tym, jak stale rosła liczba przypadków koronawirusa. – – wyjaśnia nasz rozmówca z rządu. Chodzi o to, że dzieci z młodszych klas mają na ogół zajęcia z jednym nauczycielem, a od klasy IV wchodzi nauczanie według przedmiotów z wieloma pedagogami. Rząd nie liczy, że wprowadzenie obostrzeń zmniejszy liczbę przypadków w przyszłym tygodniu, ponieważ inkubacja wirusa trwa przeciętnie 4–5 dni. Efekty obostrzeń zobaczymy pod koniec tygodnia. – – podkreśla osoba z rządu. W zeszłym tygodniu dzienny wzrost przypadków wahał się między 10 a 20 proc. Jeśli nie uda się go zmniejszyć, to pod koniec tego tygodnia możemy mieć między 25 a blisko 45 tys. nowych przypadków zachorowań dziennie. – – wyjaśnia nasz rozmówca.
Jednocześnie rząd myśli o kolejnej odsłonie ustawy covidowej. Projekt może być dogrywany pod koniec tygodnia. Na razie nie wiadomo dokładnie, jakie będzie zawierał rozwiązania. – – zauważa nasz rozmówca z rządu. Na razie jednak priorytetem jest uchwalenie ustawy o dobrym samarytaninie. Dziś zajmie się nią Senat. Jak słyszymy, choć była silna presja ze strony PiS oraz ludowców, by przyspieszyć obrady, ustawa trafiła do izby wyższej dopiero w piątek po południu. Plan zakłada, że jeszcze dziś senatorowie zajmą wobec przepisów stanowisko. O 10:30 prace rozpocznie senacka komisja, a obrady na sali plenarnej rozpoczną się o godz. 16. – – słyszymy w Senacie.
Z naszych rozmów wynika, że PiS raczej poprawek nie będzie zgłaszał. – – podkreśla Stanisław Karczewski z PiS. Mimo to wszystko wskazuje na to, że izba wyższa, w której większość ma opozycja, zaproponuje szereg poprawek. – – mówi senator niezależny Krzysztof Kwiatkowski.
Jak słyszymy od senatorów opozycji, część poprawek będzie daleko idąca. Jedna z nich ma zakładać wyodrębnienie kwoty 5 mld zł w Funduszu Przeciwdziałania COVID-19 na „wsparcie leczenia COVID”, przy czym głównie chodzi tu o sfinansowanie powszechnych testów personelu medycznego. – – mówi nasz rozmówca z rządu.
Kolejny pomysł senatorów dotyczy umożliwienia matkom wcześniaków widzenia się z dziećmi w szpitalu (dziś jest to niemożliwe ze względu na obostrzenia pandemiczne). – – mówi nam jeden z senatorów.
– – krytykuje ten pomysł osoba z kręgów rządowych.
Kolejne poprawki mają dotyczyć sytuacji finansowej personelu medycznego. Ustawa, która wyszła z Sejmu, zakłada co prawda 200 proc. wynagrodzenia, ale tylko dla pracowników medycznych oraz służb skierowanych przez wojewodę do pracy związanej ze zwalczaniem COVID-19. Senatorowie chcą rozciągnąć tę zasadę na jakąś część pozostałego personelu, który walczy z koronawirusem, nie na podstawie wskazania wojewody. – – podkreśla Wojciech Andrusiewicz, rzecznik Ministerstwa Zdrowia.
Ze strony senatorów ma się też pojawić propozycja blokująca pomysł, by rząd mógł „w szczególnie uzasadnionych przypadkach” zawieszać kierownika podmiotu leczniczego w razie odmowy wykonania polecenia. Opozycja sądzi bowiem, że w miejsce dyrektorów szpitali, z którymi PiS nie będzie po drodze, pojawiać się będą partyjni nominaci.