Prokurator Krajowy nakazuje śledczym w całej Polsce ściganie organizatorów protestów oraz osoby, które namawiają do udziału w demonstracjach po wyroku Trybunału Konstytucyjnego ws. aborcji. Organizatorom protestów - według wytycznych - może grozić do ośmiu lat więzienia.

Reklama

Do takich informacji dotarł RMF FM.

Polecam niezwłoczne informowanie Departamentu Postępowania Przygotowawczego Prokuratury Krajowej o każdym zarejestrowanym postępowaniu, którego przedmiotem jest sprowadzenie, w związku z odbywającymi się obecnie nielegalnymi zgromadzeniami, niebezpieczeństwa dla życia i lub zdrowia wielu osób albo dla mienia w wielkich rozmiarach - czytamy w piśmie, do którego dotarł dziennikarz RMF FM Patryk Michalski.

Szczegółowo określono, jaki zarzuty mogą być stawiane nie tylko tym, którzy dopuszczają się aktu wandalizmu czy ataku na funkcjonariuszy policji, ale również tym, którzy po prostu organizują protesty i nawołują do nich. Według niego, każda taka osoba powinna usłyszeć zarzuty.

Prokurator Krajowy przypomina, że w kraju ze względu na stan epidemii zgromadzenia powyżej pięciu osób są niedozwolone.

Święczkowski podkreśla, że "jeśli organizatorów takich zgromadzeń jest wielu i działają oni wspólnie i w porozumieniu" - postawiony może być zarzut współsprawstwa, a nawoływanie do organizowania demonstracji może być kwalifikowane jako podżeganie do występku.

Suchanow: Rządzący zbliżają się do zaognienia sytuacji

Reklama

W czwartek podczas konferencji prasowej Warszawskiego Strajku Kobiet do odniosła się aktywistka Klementyna Suchanow. Doszły do nas wiadomości, że niejaki pan Święczkowski postanowił skierować pismo do prokuratur, która ma wyłapywać i sądzić organizatorki protestów. Oskarża nas o spowodowanie stanu epidemiologicznego, który przypominam nastał już w marcu i nie jesteśmy za niego odpowiedzialne - zaznaczyła Suchanow. Takie zarzuty zaogniania sytuacji, tego, że na ulice wychodzą ludzie, powinno być postawione +szefowi szefów+, +słońcu narodu+ czyli panu Kaczyńskiemu i wszystkim jego współpracownikom, bo to ich decyzje spowodowały, że ci ludzie na ulicach się pojawili - powiedziała aktywistka.

Według niej, jest to kolejna sytuacja, kiedy ludzie rządzący zbliżają się do zaognienia sytuacji. Niech się zmiarkują, niech spojrzą na to, ile naprawdę ludzi wychodzi na ulicę, jak żarliwy jest ten protest, który już w tym momencie, powinien przestawać nazywać się protestem, tylko nazywać się rewolucją i niech się zastanowią co tak naprawdę robią i do czego zmierzają - podkreśliła. Mamy jedną rzecz bardzo ważną do powiedzenia, że jeśli zostanie któraś z nas (... zaatakowana poprzez ten system opresyjny, którym dysponuje pan Ziobro obecnie, będzie miał do czynienia z nami wszystkimi - dodała.