Policja w trybie przyspieszonym oskarżyła "Babcię Kasię" o znieważenie i naruszenie nietykalności funkcjonariuszy. Sąd oddalił zarzuty.

Reklama

Policja kłamała?

- Materiał dowodowy przedstawiony przez oskarżyciela wydawał się z pozoru bardzo klarowny, spójny i logiczny. Zeznania funkcjonariuszy policji wskazywały na oczywisty fakt popełnienia przestępstw. Natomiast w momencie gdy sąd przystąpił do przesłuchiwania poszczególnych świadków, jak zaczęliśmy odtwarzać materiał dowodowy przedstawiony przez oskarżyciela, ale również przez obronę (...) to oczywistość zarzutów w konfrontacji z takimi dowodami nie wytrzymała - oznajmiła w uzasadnieniu wyroku udostępnionym przez portal OKO.press sędzia Justyna Koska-Janusz.

- Nagrania z telefonów obrazują odmienną sytuację niż ta, która została przedstawiona we wniosku o ukaranie. Na nagraniach nie słychać żadnych tego typu sformułowań, które były zarzucane oskarżonej – dodała sędzia.

- Materiał przedstawiony przez oskarżyciela wykazał, że 21 kwietnia w okolicach budynku Sądu Najwyższego odbywała się pokojowa demonstracja, która miała prawo się tam odbywać. Rzeczą władzy publicznej jest gwarantować obywatelom prawo do pokojowego demonstrowania - uzasadniła dalej wyrok sędzia Koska-Janusz. - O takim prawie stanowi nie tylko polska konstytucja, ale również akty prawa międzynarodowego, którego Polska jest stroną. Nie ma wątpliwości co do tego, że w sytuacji kiedy osoba protestuje pokojowo, nie stosuje żadnej agresji, ani fizycznej, ani słownej, ma prawo znajdować się tam, gdzie się znajduje - stwierdziła.

Reklama

- Na tych nagraniach widać również, że nie dochodziło do tamowania ruchu ulicznego. Tam samochody przejeżdżały. Protestujący stali wzdłuż krawędzi chodnika - zauważyła sędzia. Podkreśliła, że forma protestu była pokojowa, spokojna i wyważona.

Policja przekroczyła uprawnienia?

- Skoro obywatel ma prawo protestować, nie narusza porządku prawnego, realizuje swoje konstytucyjne prawo do zgromadzeń, do wyrażania opinii, to rolą policji nie jest legitymowanie obywatela, który realizuje w taki sposób swoje prawa. Oskarżona nie miała nawet obowiązku ujawniania swojej tożsamości. Nie istniał taki obowiązek, bo nie była ani przestępcą, ani sprawcą wykroczenia. W związku z tym policja nie mogła domagać się od niej okazania jakiegokolwiek dokumentu - powiedziała sędzia.

- Co natomiast robią funkcjonariusze wobec tak protestującej osoby? Stosują absolutnie nieproporcjonalne, nieadekwatne, nieznajdujące umocowania prawem środki. Ciągną osobę po ulicy w taki sposób, że narusza to godność człowieka. Nie można dopuścić do sytuacji, żeby osoba protestująca była wręcz odzierana z odzieży. Dlatego sąd nie znalazł żadnego usprawiedliwienia dla sposobu działań policji - podsumowała Koska-Janusz.

Kim jest "Babcia Kasia"?

"Babcia Kasia", czyli Katarzyna Augustynek, należy do inicjatywy Polskie Babcie. Od początku bierze udział w protestach Strajku Kobiet oraz innych prodemokratycznym demonstracjach, m.in. właśnie w obronie Igora Tulei.