"Polska bardzo szybko zareagowała i zaproponowała mi pomoc, dlatego nie namyślając się zbyt długo, przyjęłam tę pomoc" – powiedziała w rozmowie z TVP Info białoruska lekkoatletka, która postanowiła nie wracać z igrzysk olimpijskich w Tokio na Białoruś. Po krytyce władz sportowych swojego kraju została odsunięta od udziału igrzyskach, białoruskie służby próbowały ją zmusić do wylotu na Białoruś. Kobieta poprosiła o pomoc japońską policję.
Relacjonując wydarzenia w Tokio i podróż do Polski przez Wiedeń Cimanouska podkreśliła, że kontaktowała się z ambasadami kilku państw, pomagała jej białoruska Fundacja Solidarności Sportowej. mówiła o rozwoju wydarzeń, które doprowadziły ją do wychodźstwa.
Jak mówiła, otrzymała wiele sygnałów od bliskich, że nie może wracać do kraju, a rodzina i znajomi ostrzegali ją, że .
"Pierwsza noc, kiedy udało mi się wyspać"
- powiedziała.
Wyraziła też nadzieję na powrót do rodzinnego kraju, kiedy okoliczności na to pozwolą. - – dodała.
Jak mówiła, współpasażerowie lotu z Tokio do Wiednia nie wiedzieli, kim jest. – relacjonowała.
"Sygnał dotarł w niedzielę"
Szynkowski vel Sęk powiedział, że sygnał, iż Cimanouska potrzebuje pomocy, dotarł w niedzielę. - - powiedział wiceszef MSZ, zwracając uwagę na działania wiceministra Marcina Przydacza, który odpowiadał za sprawę na początkowym etapie. Podkreślił, że w operację było zaangażowanych wiele osób i instytucji, w tym polscy dyplomaci, przewoźnik lotniczy i białoruskie środowiska opozycyjne. -- dodał.
Zaznaczył, że akceptację dla operacji i ostateczną decyzję o wyborze wariantu, , podjął premier Mateusz Morawiecki. - – dodał.
– powiedział. - – zwrócił się do Cimanouskiej.
powiedziała Cimanouska, zwracając uwagę, że Polska także jemu pomogła wyjechać z Białorusi.