Obywatele RP mieli stać przy trasie Marszu Niepodległości w Warszawie z transparentem "Nacjonalizm to nie patriotyzm" i białymi różami. Z ich relacji wynika, że zostały "siłowo zniesione z chodnika" i od godziny 14.50 były przetrzymywane w kordonie policyjnym na tyłach hotelu Indigo.

Reklama

Informacja o zatrzymaniu pojawiła się w mediach społecznościowych. Obywatele RP informowali, że czekają na kroki policji od kilku godzin, bez możliwości skorzystania z toalety, zaś policjanci nie chcą się wylegitymować i nie podają podstawy zatrzymania.

Policja wypuściła część z nich dopiero po 21:30. Pozostali mieli trafić na komendę.

- Osoby te, kiedy ja już się tam znalazłam, opowiedziały, że są zmarznięte, nie mogą skorzystać z toalety. Nie przekazano im podstawy prawnej, na jakiej zostały zatrzymane. Potem okazało się, że to artykuł 65a Kodeksu wykroczeń, który mówi o niewykonaniu poleceń - relacjonowała na antenie TVN24 Hanna Machińska. - Negocjowaliśmy takie wręcz sytuacje dość dramatyczne, a mianowicie skorzystanie z toalety, gdzie policjantka chciała wejść i weszła razem z osobą, która załatwiała czynności fizjologiczne - opowiadała o sytuacji.

Komenda Stołeczna Policji potwierdza, że osoby te znalazły się "w strefie działań policji" i odmówiły wylegitymowania się, co jest podstawą do ich zatrzymania. Jak mówiła zastępczyni RPO, policjanci nie podali jednak osobom zatrzymanym powodu. Dopiero po przyjeździe zastępczyni RPO jeden z policjantów miał tłumaczyć, że to jej podał podstawę i powinna ją przekazać zatrzymanym. - To pomieszanie pojęć - oceniła zastępczyni RPO.

Poseł Koalicji Obywatelskiej Michał Szczerba - który również interweniował w tej sprawie, wskazał z kolei, że użyto środków przymusu bezpośredniego, a na miejscu były osoby z grupy Obywatele RP, które - jego zdaniem - są bardzo dobrze znane policji. - Można je było łatwo zidentyfikować, bo są uczestnikami cyklicznych zgromadzeń opozycyjnych. Ale były też osoby przypadkowe, które zostały otoczone, zatrzymane bezprawnie, w mojej opinii, i przez blisko sześć godzin były przetrzymywane. Dopiero telefony i interwencja do Rzecznika Praw Obywatelskich i do mnie sprawiły, że wynegocjowaliśmy z policją, że te osoby mogły w ogóle skorzystać z toalety - wskazał poseł.

Reklama

Wyjaśnienia policji

Rzecznik Komendy Stołecznej Policji nadkomisarz Sylwester Marczak twierdzi, że osoby, które znalazły się "w strefie działania policjantów" zostały "ewakuowane stamtąd" przez funkcjonariuszy. Dodał, że podstawą legitymowania był fakt, że utrudniały one czynności. - Były one informowane o podstawach prawnych zatrzymań. Osoby się z tymi podstawami nie zgadzały - powiedział nadkom. Marczak.

Nadkomisarz Marczak tłumaczył w TVN24, że zatrzymane osoby weszły w strefę działań policjantów, co można zobaczyć na filmie zamieszczonym na kanale YouTube komendy stołecznej.

Trwa ładowanie wpisu

- Z tych kilkunastu zatrzymanych, 9 zostało przewiezionych do komisariatów. Były to osoby, które odmówiły podania swoich danych. Po ustaleniu tożsamości zostały zwolnione - przekazał rzecznik. Te osoby od razu otrzymały protokół zatrzymania, z którym mają prawo się nie zgadzać.

Podkreślił, że policja jest organem uprawnionym do legitymowania. A odmowa podania swoich danych oznacza, że można być zatrzymanym do ustalenia tożsamości. - Gdyby zatrzymane osoby podały swoje dane, wszystko skończyłoby się po kilku minutach - zaznaczył Marczak.