Dziennik Gazeta Prawana logo

AH – 64 Apache trafią do Polski. "Ta maszyna jest poza konkurencją"

14 maja 2023, 07:00
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
AH-64 Apache na pokazie Air Show w Radomiu
AH-64 Apache na pokazie Air Show w Radomiu/Shutterstock
Osiem takich śmigłowców uderzeniowych trafi do polskich żołnierzy najpewniej w przyszłym roku. W sumie resort obrony chce ich kupić aż 96. Ta liczba wydaje się bardzo duża, szczególnie biorąc pod uwagę astronomiczną cenę tych maszyn. 

O tym, że jest to naprawdę świetny sprzęt przekonywać trzeba mało kogo. - Apache w zasadzie nie ma konkurencji w zachodnim świecie. Jest trochę jak samolot F – 16 – rozwijany od lat i używany przez Amerykanów bardzo intensywnie. AH-64E ma już szóstą wersję – to pokazuje, że prace nad jego unowocześnieniem są prowadzone nieustannie – wyjaśnia Mariusz Cielma, ekspert wojskowy związany z Nową Techniką Wojskową. 

Te śmigłowce mogą się poruszać z prędkością prawie 300 km/h na wysokości do 6 km. W najbliższej przyszłości można się spodziewać tego, że będą ściśle współpracować z bezzałogowcami, co już było testowane m.in. w 2021 r. z RQ-7 Shadow. 

Ale już teraz te statki powietrzne dysponują bardzo dużą siłą ognia są m.in. wyposażone w pociski Hellfire, które mogą razić np. czołgi przeciwnika w odległości ponad 7 km. W najnowszych wersjach są one wyposażane w pociski AGM-17 JAGM. Na wyposażeniu są także rakiety Hydra-70, które w najnowszych wersjach są kierowane, co skutkuje tym, że trafiają w cel z precyzją do kilku metrów. Oczywiście mogę one zwalczać cele przeciwnika również "zwykłym" działkiem 30 mm. Jednak kluczową przewagą nad konkurentami jest to, czym ten śmigłowiec "widzi". 

On ma nie tylko optoelektronikę, ale również własny radar. Dzięki temu nawet w trudnych warunkach pogodowych jest w stanie widzieć otoczenie, m.in. dlatego Australijczycy zrezygnowali z europejskich Tigerów właśnie na rzecz AH-64E – tłumaczy Mariusz Cielma. Dzięki temu może widzieć cele z daleka, a mając rakiety często je eliminować zanim sam będzie w zasięgu. Do tego dochodzą także systemy obrony własnej i  opancerzona budowa, która chroni kluczowe elementy nawet przez amunicją kalibru 23 mm. 

AH-64E w Polsce

Podczas niedawnej wizyty w Stanach Zjednoczony minister obrony, wicepremier Mariusz Błaszczak poinformował, że "jeszcze przed podpisaniem kontraktu w sprawie zakupu na potrzeby Wojska Polskiego 96 śmigłowców" armia amerykańska udostępni nam 8 sztuk, na których już za kilka tygodni w Stanach Zjednoczonych rozpocznie się szkolenie polskich żołnierzy. 

Z tym, że te śmigłowce najpewniej będziemy musieli oddać później z powrotem. Ta mniejsza umowa na użyczenie najpewniej będzie zawarta między Dowództwem Generalnym Rodzajów Sił Zbrojnych, a wojskiem amerykańskim, ta na zakup będzie już standardowo procedowana w procedurze Foreign Military Sales i prowadzona przez Agencję Uzbrojenia. 

AH-64E - cena

Ale tu dochodzimy do dwóch problemów. Pierwszym jest cena, która jest kolosalna. W 2021 r. amerykańska Defence Security Cooperation Agency ogłosiła, że za 29 sztuk AH64 z wyposażeniem, zapleczem technicznym, logistycznym itd. Australijczycy zapłacą ok. 3,5 mld dolarów. I choć oczywiście trzeba pamiętać, że kupuje się cały system, i ta cena będzie się różnić w zależności od ostatecznego wyposażenia, pakietu logistycznego i szkoleniowego, to jednak wychodzi lekko licząc ponad 100 mln dolarów na statek. To prawie pół miliarda złotych. W podobnej cenie kupowaliśmy morskie śmigłowce AW-101 służące m.in. do zwalczania okrętów podwodnych. 

Jeśli więc mielibyśmy kupić 96 takich śmigłowców, to koszt by mocno przekroczył 10 mld dolarów, czyli wyniósł ok. 50 mld zł. A do tego trzeba jeszcze doliczyć koszty budowy niezbędnej infrastruktury, a także niewyobrażalne dziś organizacyjnie wyszkolenie tak dużej liczby pilotów i obsługi naziemnej. Na marginesie można zauważyć, że zakup to tylko ok. 30 proc. kosztu całego kosztu życia uzbrojenia. Czyli do co najmniej 50 mld zł trzeba dorzucić dwa razy tyle przez kolejnych 40 lat na użytkowanie i modernizacje po drodze. Wychodzi po 2-3 mld zł rocznie.

Dlaczego chcemy kupić 96 AH-64 E?

Oczywiście po to by wzmocnić zdolności wojsk lądowych, ponieważ nasze użytkowane od 40 lat śmigłowce Mi-24 już się do niczego nie nadają. Liczba 96 pojawiła się w Strategicznym Przeglądzie Obronnym, który został przeprowadzony w 2016 r., jeszcze gdy ministrem obrony był Antoni Macierewicz. – Ale od tego czasu bardzo rozwinęły się bezzałogowe statki powietrzne, dlatego bym ją teraz jeszcze raz przeanalizował i zapewne zmniejszył – mówi Dziennikowi.pl osoba, która uczestniczyła wówczas w pracach analitycznych. Obecnie w wojsku można usłyszeć, że docelowo mamy mieć 6 dywizji, na wzór amerykański każda ma mieć silny komponent lotniczy, a 6 razy 16 to akurat 96. 

Z tym że warto pamiętać, że na razie w Wojsku Polskim nie mamy w pełni wyposażonych nawet czterech dywizji, a ta piąta i szósta, jeśli nawet zostaną stworzone, to jest to pieśń dalekiej przyszłości. Prawdopodobnie więc będzie tak, że na początek zakontraktujemy 32, 48 albo 64 statki powietrzne, a na 96 będziemy mieli opcję, z której będzie można skorzystać albo nie. 

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj