Pierwszy raz doniesienie w sprawie Romana Polańskiego złożył Marian Zgrzybłowski - przypomina "Rzeczpospolita". . Śledczy badali wtedy sytuację prawną reżysera w Polsce w związku z oskarżeniem o gwałt w Stanach Zjednoczonych. W końcu prokuratura odmówiła wszczęcia postępowania karnego. Uzasadniano to przedawnieniem.
>>> Tate: Polański nie zgwałcił 13-latki
Dwa lata później prokuratura znowu musiałą zająć się sprawą Romana Polańskiego. . Zwrócił się on do ówczesnego prokuratora krajowego Janusza Kaczmarka "w sprawie podjęcia przez organy ścigania działań w stosunku do polskiego reżysera" - pisze "Rzeczpospolita".
Poseł LPR napisał do Kaczmarka między innymi, że " wobec czynów, jakich dopuścił się podczas swego wcześniejszego zamieszkiwania w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej. Zastanawiać musi swoista publiczna zmowa milczenia wokół tej sprawy w Polsce oraz brak stosownego działania ze strony właściwych organów ścigania”.
>>> Prokurator kłamał w sprawie Polańskiego
Jednak i tym razem nie rozpoczęto żadnego postępowania. ". Stanowi to, niezależnie od posiadanego przez Romana Polańskiego obywatelstwa, bezwzględną przeszkodę do wszczęcia przeciwko niemu postępowania karnego w Polsce" - tak tłumaczył decyzję Prokuratury Krajowej Janusz Kaczmarek.
Dziś Szwajcaria, gdzie w areszcie ekstradycyjnym siedzi Roman Polański, przyznała, że aresztowałaby reżysera już podczas jego wcześniejszych wizyt w tym kraju, gdyby władze wiedziały o jego obecności.
>>> "Polański żyje bezkarnie i w luksusie"
Szwajcarska minister sprawiedliwości Eveline Widmer-Schlumpf w wywiadzie dla niedzielnej gazety "SonntagsZeitung" podkreśliła, że jej resort dowiadywał się o pobycie reżysera, który ma dom w szwajcarskim Gstaad, już po jego wyjeździe.
". Poza tym organizatorzy festiwalu filmowego w Zurychu informowali szeroko o tym" - mówiła szwajcarskiej gazecie. Minister dodała, że szwajcarski sąd powinien jak najszybciej zająć się rozpatrzeniem wniosku o zwolnienie reżysera z aresztu.