Wyznania szpiega PRL. "Na wariografie moja linia byłaby zupełnie spokojna"
3 października 2013, 13:13
"Mogę was zapewnić, że jeszcze dzisiaj na wariografie moja linia byłaby zupełnie spokojna" - mówi w wywiadzie dla "Dużego Formatu" Tomasz Turowski, oficer wywiadu PRL w zakonie jezuitów. Jak tam trafił i w jaki sposób uzyskał listy polecające od kardynała Wojtyły zdradza Agnieszce Kublik i Wojciechowi Czuchnowskiemu. Opowiada również o tajnikach werbowania i szkoleń agenta wywiadu.
1/6 Służby specjalne polskie, to XIV wydział I departamentu MSW. Wywiad nielegalny, był oazą suwerenności. Rosjanie nie mieli do tego zasobu ludzkiego żadnego dostępu. Oczywiście byłoby naiwnością powiedzieć, że nie używali zdobytych przez nas informacji, ale nie było żadnej bezpośredniej ingernecji. Przysięgę składałem w Warszawie, w pobliżu skrzyżowania Puławskiej z Wałbrzyską, w siedzibie wydziału XIV. To przysięga wojskowa bez odniesień do systemu ideologicznego, ale do państwa i ojczyzny. Socjalistyczne elementy w tej przysiędze nie istniały. Były elementy dotyczące lojalności i służby państwu polskiemu. Przysięgę składałem pod nazwiskiem, Dzierzoń Tomasz, syn Stanisława.
Agencja Gazeta/Fot. Waldemar Gorlewski Agencja Gazeta
2/6Tomasz Turowski
Agencja Gazeta/Fot. Waldemar Gorlewski Agencja Gazeta
3/6Kardynał Karol Wojtyła, lata 70.
AP/Anonymous
4/6Edward Gierek
AP
5/6Tomasz Turowski
Agencja Gazeta/Fot. Robert Kowalewski Agencja Gazeta
6/6Tomasz Turowski
Agencja Gazeta/Fot. Sławomir Kamiski AG
Powiązane
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Gazeta Wyborcza
Tematy: Tomasz Turowski