Piotr Kraśko uważa, że wszelkie zarzuty o manipulację czy propagandę są nietrafione. W ostatnim sondażu CBOS zaufanie do mediów publicznych sięgało 80 procent badanych. We wszystkich badaniach, które pamiętam, zaufanie do „Wiadomości” przekraczało 70 procent. "Wiadomości" były albo na pierwszym miejscu, albo ex aequo z innym programem informacyjnym. Życzyłbym politykom połowy takiego wyniku - mówił były szef programu w rozmowie z Moniką Olejnik na antenie Radia ZET.

Stwierdził też, że choć cały czas słyszy o kłamstwach i manipulacjach na masową skalę, to ani on, ani nikt z jego zespołu nie dopuścił się kłamstwa. Jego zdaniem, było zupełnie odwrotnie -  to politycy często mówili nieprawdę na antenie stacji. Wiele razy miałem poczucie, że rozmawiam z politykiem, który kłamie i manipuluje, ale nigdy nie użyłem tego sformułowania. Uważam, że to się nie mieści w kanonie i zasadach mojej pracy. Zadawaliśmy pytania. Na tym polega dziennikarstwo - zauważył.

Kraśko skomentował też słowa Krzysztofa Czabańskiego o tym, że nie podoba mu się praca pewnych dziennikarzy. To, czy mi się podoba jakaś polityka, albo czy mi się podobają wypowiedzi jakiegoś polityka, to byłoby ciekawe na imieninach. My jesteśmy od zadawania pytań, punktowania, przywoływania wcześniejszych decyzji i wypowiedzi, pytanie o skutki deklaracji. To by było infantylne, gdybym ja powiedział: podoba mi się to, co pan mówi! To nie ten poziom! - stwierdził. Dodał jednak, że z polityków, z którymi rozmawiał, lubi Antoniego Macierewicza. Na swój sposób. Może to niewytłumaczalne uczucie. Nikt by na to nie wpadł, słuchając naszych rozmów - powiedział.

Kraśko zdradził też, jak wyglądały jego stosunki z prezesami mediów publicznych. Najzabawniejsze jest to, że Jacek Kurski był moim piętnastym prezesem. Pierwszym, z którym byłem na ty. Pierwszym, którego znam od 25 lat - powiedział. Wyrzucony szef "Wiadomości" opowiedział też, jak wyglądały kontakty z szefami stacji w czasie jego kariery w TVP. Tomek Lis mówi, że przez 303 programy nikt nie próbował ingerować w listę gości mojego programu. Ja zostałem prowadzącym „Wiadomości”, za czasów PiS, Andrzeja Urbańskiego, który nie dzwonił do mnie mówiąc, co mam mówić, albo czego mam nie mówić - stwierdził.

Przyznał jednak, że wielokrotnie spotykał się z prezesem TVP, Juliuszem Braunem w sprawie korespondentów, strategii zatrudnienia i placówek. Jego były szef miał też dwa razy kontaktować się z nim w sprawach, które można by uznać za nacisk na szefa programu informacyjnego. Zadzwonił do mnie przez trzy lata dwa razy: raz prosząc o informację o festiwalu teatralnym, drugi raz w sprawie festiwalu literackiego - podsumował.