Sejmowa komisja kultury i środków przekazu zarekomendowała przyjęcie zarówno sprawozdania KRRiT z działalności w 2016 r., jak i informacji o działalności RMN w 2016 r. We wtorek Sejm przeprowadził pierwsze i drugie czytanie przedstawionych przez komisję projektów uchwał w tej sprawie. Klub PO wniósł poprawki do projektów uchwał sprowadzające się do tego, że zamiast przyjęcia rekomendowane byłoby odrzucenie obu dokumentów.

Przewodniczący RMN Krzysztof Czabański powiedział w Sejmie, że Rada Mediów Narodowych to pierwszy krok na drodze do wzmocnienia mediów publicznych w Polsce. Podkreślił, że media narodowe "przez lata były osłabione finansowo i pod względem politycznym, bo poważne grupy społeczne zostały z tych mediów wykluczone, nie miały dostępu w debacie publicznej". Przekonywał, że zagwarantowanie w Radzie dwóch miejsc dla osób wskazanych przez kluby opozycyjne zapewnia opozycji wgląd w to, co dzieje się w mediach publicznych w każdej sferze, także finansów.

Podkreślił, że ważne jest też zapewnienie mediom publicznym odpowiedniego poziomu dofinansowania. "Media publiczne, w przeciwieństwie do mediów komercyjnych, powinny kierować się polską racją stanu, a nie względami finansowymi; nie kierować się komercją, zyskiem czy interesami grupowymi" - powiedział Czabański.

"Wiemy i nie mamy jednak złudzeń, że są potężne grupy interesów i gospodarczych, i medialnych, i politycznych, które nie są zainteresowane mocnymi mediami publicznymi. Ja chcę państwu powiedzieć, że Rada Mediów Narodowych będzie robiła wszystko, co w jej mocy, by te media wzmacniać" - dodał Czabański.

Przewodniczący KRRiT Witold Kołodziejski podkreślał, że ubiegły rok był o tyle wyjątkowy w działalności KRRiT, że było to rok zmiany kadencji, od 12 września 2016 r. rozpoczęła się nowa kadencja Rady, a skończyła się pełna, sześcioletnia kadencja poprzedniego składu, któremu przewodniczył Jan Dworak.

Kołodziejski powiedział, że Rada funkcjonuje na zasadzie ciągłości, ale w konkretnych decyzjach czy dokumentach strategicznych zmiany czasami są bardzo radykalne. "Od razu odpowiadam na pytanie, czy to jest ciągłość, kontynuacja, czy rewolucja; powiem urzędu kontynuacja, jeśli chodzi o podejście do wielu problemów, czasami zwrot o 180 stopni. Wszystko w ramach tej samej sytuacji prawnej" - powiedział.

Za przyjęciem sprawozdania KRRiT i informacji RMN opowiada się PiS. Posłanka PiS Joanna Lichocka mówiła, że sprawozdania KRRiT wyraźnie akcentuje potrzebę zmiany prawa medialnego i "diagnozuje też niebezpieczny dla pluralizmu na polskim rynku układ sił". "Koncentracja w rękach kilku zaledwie podmiotów wymaga podjęcia działań przez ustawodawcę, i KRRiT w takie prace się zaangażowała" - powiedziała.

"W sprawozdaniu czytamy, że podmioty działające na polskim rynku w ogóle nie mają obowiązku publikowania struktury własności ani powiadamiania opinii publicznej o zmianach w tej strukturze, także inne regulacje dotyczące koncentracji własności w mediach są niewystarczające, prawo medialne oraz ustawa o ochronie konkurencji i konsumentów nie określa progów, które zapobiegałyby powstawaniu znaczącej koncentracji" - mówiła Lichocka.

Dodała, że "główni właściciele mediów w Polsce, obok Telewizji Polskiej, Polsatu, właściciela TVN-u, Agory, ZPR Media, Bauer Media, czy Ringier Axel Springer posiadają udziały w różnych sektorach przekraczające 70 proc. rynku". "Nie istnieje dotąd regulacja zapobiegająca koncentracji krzyżowej, stąd takie udziały" - stwierdziła Lichocka. Zaznaczyła, że KRRiT silnie akcentuje w sprawozdaniu potrzebę zmian w prawie w tych kwestiach i "energicznie się w prace legislacyjne włącza" - projekt zmian dot. dekoncentracji jest opracowywany w resorcie kultury.

Lichocka powiedziała też, że do września 2016 r. KRRiT funkcjonowała w składzie wyznaczonym "pod patronatem" poprzedniego prezydenta Bronisława Komorowskiego "przez koalicję PO-PSL-SLD".

"Skład ten przez cale lata zdawał się dbać przede wszystkim o to, by pluralizm na polskim rynku był jak najwęższy, przekaz największych mediów jednorodny i oczywiście taki, jaki sprzyjał interesom partii, z których członkowie wtedy KRRiT się wywodzili. Drastycznie te zabiegi było widać w mediach publicznych, gdzie cały przekaz był kontrolowany wyłącznie przez ludzi zaufanych PO, PSL i SLD" - powiedziała posłanka PiS.

Stwierdziła też, że "obowiązywały zapisy na nazwiska" i ekspertów, publicystów, artystów, nie z PO, PSL, SLD, "nie z postkomuny, po prostu się nie zapraszało". Jak mówiła "wyrzucono wszystkich dziennikarzy, którzy otwarcie mieli odwagę krytykować rządy Tuska, czy Kopacz, upartyjniono anteny, redakcje, programy".

Lichocka powiedziała, że "na szczęście w grudniu 2015 r." Sejm uchwalił ustawę, która dała kompetencje powoływania władz mediów publicznych ministrowi skarbu i w ten sposób "partyjni działacze PO, SLD i PSL stracili kontrolę nad telewizją publiczną", "ten monopol w mediach głównego nurtu został przełamany, a prawo Polaków do bycia dobrze poinformowanym, a nie okłamywanym i manipulowanym mogło zacząć być wypełniane".

Z kolei poseł PiS Grzegorz Puda odnosząc się do informacji RMN powiedział, że pomimo iż "pojęcie mediów narodowych nie doczekało się do tej pory ustawowej definicji", to jednak można stwierdzić, że obejmuje ono wszystkie spółki publicznej radiofonii, telewizji oraz Polską Agencje Prasową.

"Stan prawny przed wejściem ustawy o RMN nie sprzyjał współdziałaniu poszczególnych spółek publicznej radiofonii i telewizji oraz PAP. Konsekwencją tego było niejednokrotnie marnowanie sił i środków na powtarzanie różnych inicjatyw, a nawet współpraca z mediami komercyjnymi, które na rynku stanowiły konkurencję na rynku publicznych" - mówił poseł PiS.

Dodał, że opozycja ma dwa miejsca w ustawowym pięcioosobowym składzie RMN co - jak mówił - zapewnia pluralizm i gwarantuje opozycji dostęp do informacji. Zaznaczając, że informacja RMN dotyczy półrocznego okresu (RMN działa od sierpnia 2016 r.) Puda powiedział, że PiS pozytywnie ocenia podjęte działania i jest za przyjęciem tej informacji.

Za odrzuceniem sprawozdania i informacji opowiedzieli się posłowie PO: Iwona Śledzińska-Katarasińska i Rafał Grupiński. Śledzińska-Katarasińska stwierdziła, że KRRiT i media publiczne nie były w stanie "obronić się przed dobra zmianą". Oświadczyła, że sprawozdanie KRRiT "należy odrzucić", a informację Rady Mediów Narodowych - "wyrzucić do kosza".

Przekonywała, że o kadrach w TVP i publicznym radiu decyduje dziś kierownictwo PiS, a w składzie rad programowych różnych programów nie ma członków organizacji pozarządowych, a są za to "prominentni politycy PiS". Według posłanki PO np. w radzie programowej TVP Polonia "znalazło się miejsce nawet dla dwóch wiceministrów: Dworczyka i Dziedziczaka". "To się nazywa sojusz władzy z narodem" - ironizowała.

"Mamy tu dwa sprawozdania dwugłowej hydry, jaką stworzył rządzący obóz PiS z przystawkami; sprawozdania, które nie są poważne i nie powinny być przedstawiane w Sejmie" - mówił z kolei Grupiński. Według niego, "stała się rzecz dla publicznych mediów straszna: zakończyły tak naprawdę swój żywot".

"Nie ma dziś już publicznej telewizji, publicznego radia, są tylko ludzie, którzy udają dziennikarzy, ludzie którzy udają redaktorów, którzy pełnią role często pałkarzy politycznych" - mówił poseł PO. Przekonywał, że media publiczne obecnie "są przykładem instytucji życia publicznego (...), w którym PiS realizuje swoją leninowską zasadę kadr - kadry przede wszystkim" - powiedział poseł PO.

Według niego media publiczne nie wykonują przepisów o misji publicznej ani nie realizują zasad, w tym rzetelności, które powinny obowiązywać dziennikarzy.

"Te zasady są łamane każdego dnia, a chyba najmocniej każdego wieczoru, więc nie zdziwię się, jeśli niedługo nikt z Polek i Polaków nie będzie płacił abonamentu na partyjną telewizję czy radio PiS" - mówił Grupiński. "Doprowadzacie do groteski to, co było naszą wspólną własnością (...) i z przykrością muszą to powiedzieć: ten rozdział polskiej kultury, polskich mediów publicznych należy uznać za niestety dramatycznie zamknięty" - dodał.

Piotr Apel (Kukiz'15) powiedział, że informacja Rady Mediów Narodowych jest króciutka, a skuteczność jeśli chodzi o misję - wątpliwa; jak ocenił sprawozdanie KRRiT jest z kolei technokratyczne.

"TVP jest taka, jak każdy widzi" - powiedział Apel. Mówił, że ciągle słyszy, że media publiczne nie są obiektywne, zachwiane są proporcje w programach jeśli chodzi o udział zapraszanych gości, a "życie artystyczne" w narodowych mediach jest źle zorganizowane. Poseł klubu Kukiz'15 stwierdził, że powstanie RMN zapowiadało, że sprawi ona, iż media publiczne będą takie, jakimi każdy chciałby je widzieć.

"Tymczasem na komisji słyszeliśmy że Rada Mediów Narodowych nie ma kompetencji, sprawozdanie jest króciutkie, a skuteczność jeśli chodzi o misję jest wątpliwa" - powiedział Apel. "Nie widziałem tych ambitnych programów, które były zapowiadane, nie doczekałem też, by zobaczyć ten projekt ustawy medialnej, która miałaby być tym odpolitycznieniem - dodał.

Poseł Kukiz'15 krytykował to, że nadal nie ma ustawy, która zapewniłaby "dobre finansowanie mediów publicznych". Apel podkreślił, że wierzy, iż w mediach publicznych są nadal też "pracowici, dobrzy dziennikarze, uczciwi dziennikarze, prawdziwi pracownicy, którzy powinni tam zostać".

Za odrzuceniem sprawozdania i informacji będzie Nowoczesna. KRRiT ma obowiązek chronić artystów, wolne słowo i sztukę, a nie robi tego, dlatego Nowoczesna jest za odrzuceniem sprawozdania Rady za 2016 r. Rada Mediów Narodowych to z kolei jest klasyczna definicja układu - mówili posłowie tego klubu.

Krzysztof Mieszkowski ocenił podczas sejmowej debaty, że to, co się wydarzyło w ostatnim czasie w telewizji publicznej "woła o pomstę do nieba". "Telewizja publiczna w ostatnim okresie podejmowała dramatyczne decyzje cenzorskie" - powiedział Mieszkowski. W tym kontekście mówił o tym, że prezes TVP Jacek Kurski zapowiedział, że pod jego rządami Telewizja Polska nie będzie emitowała żadnych premierowych audycji z udziałem aktorki stołecznego Teatru Powszechnego Julii Wyszyńskiej w związku z jej występem w spektaklu "Klątwa".

"Państwo, jako KRRiT macie obowiązek chronić artystów, chronić słowo wolne, a także wolną sztukę. Nie robicie tego, dlatego Nowoczesna odrzuca ten skandaliczny dokument, który państwo nam przedstawiacie. Nie zgadza się na cenzurowanie, marginalizowanie polskiej kultury" - powiedział Mieszkowski.

Posłanka Joanna Scheuring-Wielgus (Nowoczesna) odnosząc się do informacji Rady Mediów Narodowych oceniła, że RMN "jest klasyczną definicją układu". Stwierdziła, że RMN powstała, bo PiS "tak chciał". "Sami napisaliście regulamin, sami się zebraliście, sami się wybraliście, sami teraz się osądzacie, sami ustalacie, co ma być, sami mówicie, że jest ok. To jest klasyczna definicja układu, którego szuka Jarosław Kaczyński" - powiedziała Scheuring-Wielgus.

Z kolei posłanka PSL Urszula Pasławska oceniła, że "pierwszym etapem skoku na media było powołanie Rady Mediów Narodowych zdominowanej przez ważnych polityków PiS (...) Drugim etapem, tym razem na media prywatne, jest osłabianie KRRiT". Dodała, że teraz dochodzi do "kolejnego etapu skoku" tym razem na podział koncesji przez KRRiT "oczywiście pod nadzorem mediów narodowych".

Pasławska stwierdziła, że media narodowe "zamiast programów o tolerancji emitują agresywną propagandę, zamiast audycji kulturalnych - disco polo, zamiast edukacji - tureckie seriale". Dodała, że przez ostatni rok oglądalność TVP1 spadła szacunkowo o 16 proc., a TVP2 - 20 proc.

Posłanka PSL oceniła, że "dziś nie ma TVP, dziś jest TVPiS". Zarzuciła, że nie ma obecnie równego dostępu wszystkich partii politycznych do mediów publicznych, a taki dostęp - jak powiedziała - jest kwintesencją demokracji. "W roku 2016 r. politycy partii rządzącej zajęli 70 proc. czasu antenowego przeznaczonego dla wszystkich partii. PiS było przedstawiane 13-krotnie częściej niż moja formacja, ale już dwukrotnie częściej od PO - największej partii opozycyjnej" - powiedziała.

Według posłanki PSL chodzi nie tylko o "skok" na media publiczne, ale również na przydział wieloletnich koncesji redakcjom prywatnym związanym z partia rządzącą. "Na naszych oczach powstaje afera medialna podobna do afery Rywina, ale o znacznie większych, możliwych konsekwencjach" - powiedziała Pasławska.