- Od kilku dni przez kraj przetacza się histeria związana z tekstem napisanym przez nieznane szerzej panie Sarę Czyż, Dominikę Dymińską, Patrycję Wieczorkiewicz i Agnieszkę Ziółkowską. Panie są jakoś tam powiązane z postępową lewicą i feminizmem, z ludźmi z „Wyborczej” i „Krytyki Politycznej”. Jest to środowisko nadęte, głoszące jakąś nowoczesną etykę, której ja nie rozumiem, bo uważam, że stara wystarczy - zaczyna swój wywód Sławomir Jastrzębowski.

- Smaczku sprawie dodaje fakt, że podały nazwiska tych panów. Jeden się przyznał i przeprosił, a drugi wręcz przeciwnie. Obu postępowe środowisko z nową etyką, że się tak wyrażę, wydaliło ze swoich szeregów, nie bacząc na domniemanie niewinności - pisze dalej szef „Super Expressu”.

- Panie wzbudziły na lewicy szczere współczucie, ale ja nie jestem lewicowy. Co więcej, ja przeczytałem ze zrozumieniem co one napisały. I z tego powodu nie wzbudziłem sobie jeszcze do nich współczucia. (…) Przepraszam, ale o co tu chodzi? Kobieta zostaje zgwałcona, ale nie chce obwiniać kata, ale po latach go jednak obwinia? Halo? Zgwałcona kobieta nie pobiegła na policję, ale po latach dokonuje zemsty? - dziwi się Jastrzębowski.

- Pierwsze co mi przychodzi do głowy w takiej sytuacji, to fakt, że może ta kobieta na coś wtedy liczyła, na karierę, związek, ale się nie udało, więc pojawił się gwałt, prawdziwy, a może nie? - zastanawia się dalej naczelny tabloidu.

- Następna dziwna sytuacja, jedna z naszych bohaterek mówi antybohaterowi w knajpie, żeby sobie poszedł. „Wówczas z nienawiścią i szaleństwem w oczach z całej siły przywalił mi głową w nos”. To dzieje się na oczach wielu ludzi. W zasadzie nikt nie reaguje, a środowisko lewicy inteligenckiej zaczyna to opowiadać jako żart. Śmieje się z tego sama bohaterka, choć jak przyznaje, z poczuciem winy - kontynuuje dziennikarz.

- Czy wy wszyscy jesteście chorzy? Przecież tak się zachowują menele, nie żadna inteligencja. Macie kochane kobiety pretensje, że pozwalacie się traktować jak…? To nie pozwalajcie się tak traktować! Takich dziwnych opowieści o życiu seksualnym tego środowiska jest więcej. I wszystkie budzące głęboki sprzeciw. Wniosek teraz, tak sobie współczuję tak zwanym ofiarom - podsumowuje Jastrzębowski.