Jakiś czas temu u 42-letniego Amerykanina, od 10 lat chorego na AIDS, zdiagnozowano białaczkę. By ratować życie, zgłosił się on do renomowanej berlińskiej kliniki, gdzie poddano go chemioterapii i przeszczepowi szpiku kostnego.

Szpik nie był jednak zwyczajny - pochodził od dawcy, który jest odporny na wirus HIV. Ta genetyczna mutacja, odkryta podczas wcześniejszych badań, występuje u trzech procent Europejczyków.

Po upływie 600 dni od przeszczepu lekarze stwierdzili, że w krwi oraz systemie nerwowym pacjenta nie ma już śladu po wirusie HIV.

Eksperci studzą jednak optymizm. Tłumaczą, że na razie takie zabiegi u innych pacjentów chorych na AIDS nie są możliwe i prawdopodobnie - jak twierdzi członek medycznego zespołu zajmującego się 42-letnim Amerykaninem, dr Gero Huetter - nie będą możliwe w najbliższej przyszłości.

To pierwszy taki przypadek w medycynie. Wcześniej media pisały o 25-letnim Andrew Stimpsonie - Angliku, u którego wykryto wirus HIV. Potwierdziły to trzy testy wykonane w 2002 roku.

Kiedy po 12 miesiącach przeprowadzono czwarte badanie, okazało się, że mężczyzna jest zdrowy. Pisano o pierwszym na świecie samowyleczeniu z HIV. Jednak... Stimson nigdy nie był zakażony wirusem. Trzy pierwsze testy dały... zafałszowany wynik.