Do zdarzenia doszło na indonezyjskiej wyspie Rinca, gdzie żyje wiele ogromnych waranów nazywanych też smokami z Komodo. Strażnik parku narodowego siedział przy biurku, kiedy nagle zaatakował go nieproszony gość. Mężczyzna zaczął krzyczeć i wskoczył na biurko, jednak rozwścieczony waran nie dawał za wygraną: ugryzł go w nogę, poszarpał też dłoń. Strażnikowi udało się odepchnąć napastnika i wyskoczyć przez okno. Tam pomogli mu inni pracownicy rezerwatu, którzy kijami przepędzili intruza. Mężczyzna trafił do szpitala, gdzie założono mu 30 szwów. "Miałem sporo szczęścia, że w ogóle przeżyłem. Pracuję tu od 25 lat, ale jeszcze nigdy nie miałem takiej przygody z waranem" - mówi 46-letni strażnik.

Rzeczywiście warany bardzo rzadko atakują ludzi. Ostatni tragiczny przypadek wydarzył się w 2007 roku, kiedy to jaszczurka zaatakowała i zabiła 8-letniego chłopca. Był to pierwszy śmiertelny atak od 33 lat. Waran z Komodo osiąga długość ponad trzech metrów i może ważyć nawet 70 kilogramów. Ma ostre zęby, podobne do uzębienia rekina, przez co jego ugryzienie może być śmiertelne. Ślina smoka z Komodo zawiera około 50 rodzajów bakterii, więc człowiek pogryziony przez to zwierzę ryzykuje dodatkowo poważną infekcję. Groźną bronią jaszczurki jest także jej ogon, którym potrafi uderzyć z siłą dwóch ton. We wschodniej Indonezji żyje około 4 tysięcy waranów z Komodo.