"Będę lepszym prezydentem niż Kaczyński"
Tomasz Nałęcz chce w wielkim stylu wrócić do polityki. I to od razu na najwyższe miejsce w państwie. W rozmowie z "Dziennikiem Gazetą Prawną" przekonuje, dlaczego byłby najatrakcyjniejszym prezydentem. Sporo zarzutów ma także pod adresem Lecha Kaczyńskiego. Oskarża go o upartyjnienie urzędu.
- Frasyniuk za Olechowskim, a nie Nałęczem
- Nałęcz proponuje konkurentom debaty
- Kpił z żyjącego prezydenta. Odpowie teraz?
- Nałęcz mówi, jakim prezydentem nie będzie
- "Cimoszewicz będzie mówił o mnie dobrze"
- Olechowski mówi, kiedy się wycofa
- "Platformy nie stać na autorefleksję"
- Szymanek-Deresz pokieruje Szmajdzińskim
- Legenda "Solidarności" chce być prezydentem
- Partia poparła Nałęcza, choć nie chciała
- Cimoszewicz głównym doradcą Tuska?
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-22

temp. min 6°C max. 31°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
AGNIESZKA SOPIŃSKA: Dlaczego chce pan być prezydentem?
TOMASZ NAŁĘCZ*: (śmiech) O tym, czy będę prezydentem, zdecydują wyborcy. Ale do tego jeszcze daleka droga. Ważne jest, by w rywalizacji z kandydatami prawicy lewicę i centrum reprezentował kandydat cieszący się jak najszerszym poparciem. Stąd moja propozycja i propozycja środowisk, które mnie zgłosiły, by na lewicy przeprowadzić swoiste prawybory. Jeżeli wygram tę rywalizację, będę kandydował w wyborach prezydenckich. Ale jeżeli okaże się, że na lewicy i w centrum jest kandydat cieszący się większym poparciem, to oczywiście uszanuję to.
Ale przecież zgłaszając gotowość startu w wyborach, przyznaje pan, że chce być prezydentem.
Oczywiście, że tak. Chcę być prezydentem. Wierzę, że jestem w stanie wygrać prawybory na lewicy i w centrum. Ale elementem mojej strategii jest przekonanie, że do ostatecznej rywalizacji
wyborczej powinien stanąć tylko jeden kandydat na lewo od Platformy Obywatelskiej. Lewica i centrum są w stanie zgłosić silnego kandydata, który będzie dobrym prezydentem. To, co robi
prezydent Lech Kaczyński, nie jest ani dobre, ani atrakcyjne dla Polski.
Pan byłby atrakcyjnym prezydentem?
Na pewno byłbym prezydentem innym niż Lech Kaczyński. Byłbym arbitrem, który szanowałby każdą większość parlamentarną, nie mnożyłbym konfliktów, tylko je łagodził. Nie byłbym w
żadnej mierze liderem opozycji, jakim jest Lech Kaczyński.
Gdyby miał pan na przykład współpracować z premierem Romanem Giertychem, to wcale nie wiadomo, jak ułożyłyby się wasze relacje i jakim byłby pan wtedy prezydentem.
Zgoda. Ale Lech Kaczyński nie ma premiera Giertycha, tylko Donalda Tuska. Ale nawet gdybym miał do współpracy premiera Giertycha, to na pewno nie podjąłbym się roli bycia szefem opozycji wobec
takiej, a nie innej większości parlamentarnej. Prezydent w żadnym przypadku nie może stać na czele obozu walczącego z rządem, bo wtedy państwo popada w poważne tarapaty. Mój podstawowy
zarzut wobec prezydentury Lecha Kaczyńskiego brzmi: on za bardzo upartyjnił sprawowaną przez siebie funkcję.
Kaczyński bardziej upartyjnił prezydenturę niż Aleksander Kwaśniewski?
Oczywiście. Jak się popatrzy na weta prezydenta i różne polityczne zachowania, to nie ma wątpliwości. Aleksander Kwaśniewski ma swoje zdanie i go nie ukrywa. Ale w kontaktach z rządem,
którego nie aprobował, nie naciskał wyłącznie na hamulec.
Czytaj dalej >>>


























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!