Na tle innych krajów Polska wypada pozytywnie nie tylko dlatego, że udało nam się uniknąć recesji, ale przede wszystkim dlatego, że Polsce nie grozi grecki scenariusz, w którym rząd traci kontrolę nad deficytem i długiem. Ta część optymizmu inwestorów wynika m.in. z naszych wewnętrznym regulacji dotyczących długu publicznego. Nasze, ostatnio często krytykowane, ograniczenia konstytucyjne dotyczące długu publicznego do PKB są swego rodzaju gwarancją dla inwestorów, że w Polsce nie dojdzie do załamania fiskalnego. Mamy problem z deficytem, z nieefektywnymi wydatkami publicznymi, z niesprawiedliwie adresowaną pomocą społeczną.

Ale inwestorzy dzisiaj zadają sobie bardziej podstawowe pytanie: czy rząd danego kraju panuje nad sytuacją fiskalną czy też nie. Jeszcze w październiku rząd grecki, korzystając z wiarygodności strefy euro, płacił za swoje pięcioletnie obligacje inwestorom 3.20 proc., podczas gdy polski rząd musiał płacić 5.40 proc. Wystarczyły dwa miesiące, a rząd grecki musi dziś płacić za te same piecioletnie obligacje 5.2 proc., podczas gdy polski 5.70 proc. Niewykluczone, że w perspektywie najbliższych miesięcy greckie obligacje będą wyżej oprocentowane niż polskie.

Przy wycenie poziomu oprocentowania obligacji inwestorzy biorą pod uwagę zarówno perspektywy przyszłej inflacji (a tym samym przyszłego poziomu stóp procentowych) jak również kwestię potrzeb pożyczkowych rządu. Polska, jako kraj doganiający Europę Zachodnią będzie miała przez najbliższe lata wyższą inflację niż obecne kraje strefy euro. Tak więc, tak długo jak nie wejdziemy do strefy euro powinniśmy spodziewać się wyższego oprocentowania obligacji z tego tytułu. Jak już wspomniałem do kwestii inflacyjnych dodać należy sytuację fiskalną. Im gorsza, tym wyższe oprocentowania obligacji, gdyż inwestorzy żądają wyższej premii za większe potrzeby pożyczkowe danego państwa. I to właśnie ten czynnik spowodował, że Grecja znalazła się na poziomie wiarygodności zbliżonym do Polski. To świadczy źle o Grecji, a całkiem dobrze o Polsce. A w Polsce, co należy przypomnieć oczekiwane jest pogordszenie sytuacji fiskalnej w tym roku. Rynek jednak wierzy nam, że znacznego pogorszenia nie będzie.

Pierwsze trzy tygodnie nowego roku były bardzo dobre dla nas. Udało nam się się sprzedaż 3 miliardy EUR obligacji na europejskim rynku, po bardzo dobrej cenie. Sprzyjają nam także lepsze oczekiwania wzrostu gospodarczego, które powinny ulżyć polskiemu budżetowi w tym roku. Polsce udało się chyba na zewnątrz utrzymać wizerunek kraju, który w okresie kryzysu nie zwiększył wydatków i stara się utrzymać finanse w ryzach. W tym guście pisał ostatnio w Financial Times minister Rostowski, wskazując na to, że do kryzysu przyczynił się nadmiar interwencjonizmu państwa i że obecnie rządy państw muszą pokazać, że będą w stanie w sposób wiarygodny zmniejszyć skalę deficytów. Tekstem tym minister finansów stara się utrzymać nasz wizerunek kraju oszczędnego i odciąć nas od krajów takich jak Grecja, czy Portugalia. I dobrze. W okresie kryzysu, szczególnie ważne jest pozycjonowanie i wiarygodność.

Ale samo pozycjonowanie nie wystarczy. Ważne jest, aby szły też za tym konkretne działania. Jak już wspomniałem, rządowi pomagać będzie szczególnie polska gospodarka. Ale sam wzrost gospodarczy nie wystarczy - musimy pokazać wiarygodną ścieżkę obniżania deficytu. Dlatego też tak istotne jest, aby za mocnym przekazem zewnętrznym ministra finansów poszedł też mocny przekaz wewnętrzny całego rządu. Chodzi o słynny, powstający od kilku miesięcy w bólach, program konsolidacji finansów publicznych.

To jest naprawdę kluczowe, żeby nasza obecna wiarygodność zewnętrzna została utrzymana. Kraj taki jak Polska, musi znacznie więcej zainwestować w swoją wiarygodność, niż kraje znajdujące się w strefie euro. Ale się naprawdę opłaca. Początek tego roku pokazał, że nam to całkiem nieźle wychodzi. Potrzebny jest tylko ten kolejny krok.