Publikujemy cały list otwarty szefa BCC w sprawie finansowania partii politycznych:

"Platforma Obywatelska zaproponowała wstrzymanie finansowania partii politycznych z budżetu państwa w roku 2009. Powód: szukanie oszczędności budżetowych w obliczu recesji. Propozycja może rozciągnąć się na całą kadencję. Dotyczy niebagatelnej kwoty 400 milionów.

Zaprotestował szef Klubu Parlamentarnego PiS Przemysław Gosiewski, utrzymując, że "w takim przypadku partie będzie finansował wielki biznes w zamian za ustawiane przetargi i inne tego typu zachęty korupcyjne". Otóż panie pośle Gosiewski, w imieniu biznesu oświadczam, że ani wielki ani mały biznes nie jest zainteresowany finansowaniem jakiejkolwiek partii, zwłaszcza PiS, za jakiekolwiek ustawianie przetargów czy inne korzyści. Wyciera Pan sobie twarz słowem "biznes", tak jak mali ludzie używają pogardliwie słowa "Żyd" czy "pedał".

Przypomnę Panu, że jesteśmy członkiem Unii Europejskiej. Przynależymy do świata cywilizacji i wysokiej kultury; świata w którym słowo "biznes" jest synonimem zaradności obywatela i zamożności państwa. I z miesiąca na miesiąc w naszym kraju to słowo znajduje coraz większą aprobatę i uznanie. Wystarczy spojrzeć na rankingi, które stawiają biznesmena na wyższym poziomie uznania niż polityka, którym Pan jest. Pora zastanowić się dlaczego.

Przyczyn jest wiele. Ludzie dostrzegają, że korupcja przed którą tak PiS ostrzega, dotyczy przede wszystkim polityków różnej maści. Oni są członkami partii, które obywatel musi finansować ze swoich ciężko wypracowanych podatków. Bo tak wymyślili politycy, tak uchwalił Sejm. Podatnik finansuje partie, których nie tylko nie popiera, ale które występują przeciwko jego poglądom. Tym sposobem wielki biznes już dawno finansuje PiS. A ja Pańską postawę, której nie podzielam. Rzecz można sprowadzić do groteski, tak, jak groteskowo używa Pan argumentu o kupnie partii przez "biznes". Zatem: powinniśmy obaj zostać aresztowani przez CBA za, jak się wyraziła wiceszefowa PiS Aleksandra Natalii-Świat "niejasne powiązania partii z biznesem".

Tyle tylko, że faktyczna sytuacja nie jest groteskowa. Broni Pan finansowania partii z naszego wspólnego państwowego budżetu, bo wygodniej jest otrzymywać "mannę z nieba" niż prosić swoich wyborców o datki na działalność polityczną. Trzeba się wtedy bardziej z wyborcami liczyć, słuchać ich, odpowiadać, więcej pracować. Robić to, co robił np. prezydent USA Barack Obama. I jakoś nikt go nie oskarżał o uleganie "biznesowi" i "lobbystom".

System finansowania partii w Polsce jest chory. Umacnia na scenie publicznej partie, które mają dofinansowanie. Byłoby najlepiej, zgodnie z przedwyborczymi deklaracjami Platformy, aby Sejm na stałe uchylił finansowanie partii z podatków wszystkich obywateli.

Chora jest też ordynacja wyborcza. Dusi oddolne inicjatywy obywatelskie, blokuje kandydatów do Sejmu cieszących się prawdziwym szacunkiem współobywateli. Umożliwia dyktat partyjny. W rezultacie mamy jeden z najniższych wskaźników aktywności społecznej w Europie, a w konsekwencji niski poziom życia. I będzie tak dopóty, dopóki czołowi politycy będą m.in. pejoratywnie używać słowa "biznes" dla przykrycia własnych nieudolności. Projekt Platformy z tego punktu widzenia jest bardziej zasadny niż oszczędności finansowe, które przyniesie.

3 lutego 2009 r.