Dlaczego złoty szaleje? Dlaczego jest tak, że jeszcze we wtorek ci z nas, którym zależy na mocnym złotym, mogli omdleć widząc skokowe osłabianie naszej waluty, a już wczoraj umocnienie się złotego wlewało w ich serca trochę otuchy? Co tak właściwie jest grane? Spróbujmy uporządkować naszą wiedzę, opisać to co wiadomo i wskazać na punkty, które pozostają zagadką. A - przyznaję - jest ich trochę. Ale po kolei.

DLACZEGO TAK ŁATWO MANIPULOWAĆ ZŁOTÓWKĄ?

• Podstawową cechą rynku złotego jest w tej chwili jego płytkość. Co to znaczy? Po prostu - krąży na nim mało pieniędzy. Dużo mniej niż chociażby rok temu, przed wybuchem kryzysu. Po części jest to spowodowane ogólnym spowolnieniem gospodarki i zmniejszeniem się liczby transakcji walutowych, po części - kryzysem w sektorze bankowym i zastopowaniem akcji kredytowej w walutach. Dla nas najważniejsze jest to, że jak twierdzą ekonomiści, na znaczące zmiany kursu złotego może wpłynąć już seria transakcji o łącznej wartości 50-100 milionów euro. Zapewniam, że na rynku walutowym to są żadne pieniądze.

KTO I JAK OBNIŻA KURS ZŁOTEGO?

Skoro wiemy już, że nie trzeba wielkich pieniędzy, by zachwiać kursem naszej waluty, warto też wiedzieć, jakiego rodzaju transakcje przynoszą taki skutek:

• Po pierwsze - po prostu wyprzedaż złotego przez międzynarodowych inwestorów. Kim oni właściwie są? To banki i fundusze inwestycyjne o różnym stopniu ryzyka i najróżniejszej strukturze własności - od państwowych po indywidualnych, pojedynczych właścicieli. Trendem obserwowanym już od dobrych kilkunastu tygodni jest ucieczka tychże inwestorów od walut uznawanych za ryzykowne, w tym niestety od polskiego złotego, do oaz spokoju i bezpieczeństwa. A za tego rodzaju oazy w tych niepewnych czasach uchodzą waluty potężne - euro, frank szwajcarski i dolar mimo tych wszystkich perturbacji, które się dzieją w USA. Co jak co, ale na przykład obligacje emitowane przez rządy tych krajów uchodzą za najbardziej bezpieczną lokatę pieniędzy podczas kryzysu. Co więcej, ostatnie obniżki stóp procentowych w Polsce spowodowały, że zaczyna topnieć atrakcyjne oprocentowanie naszych papierów rządowych. Na to jeszcze w dodatku nakłada się niepewność co do rozwoju sytuacji gospodarczej u nas i krajach naszego regionu. Słowem, lepiej zwijać się z pieniędzmi i uciekać. Ale nie można wykluczyć, że temu odruchowi ucieczki towarzyszy gra na polskiej walucie. I to jest...

• ...Drugi typ transakcji. Coraz bardziej widać, że niestety mamy polską wersję toksycznych aktywów. Są to tzw. opcje walutowe, w które wpakowały się polskie firmy. W tej chwili nie da się oszacować skali problemu, ekonomiści mówią już o miliardach złotych. O co chodzi? O walutową grę, której zupełnie niepotrzebnie podjęły się przedsiębiorstwa. Przy tej grze wzięcie kredytu hipotecznego we frankach szwajcarskich na górce złotego było szczytem odpowiedzialności. Otóż mniej więcej rok temu banki zaczęły proponować polskim firmom, zwłaszcza eksporterom, następujący układ: cierpicie z powodu umacniającego się złotego, my wam pomożemy. Ale proponujemy wam coś więcej niż standardowe i powszechne zabezpieczenie przed zmianami kursów walut. Będziemy bowiem od was kupować euro czy dolary po kursie wyższym od rynkowego, co jest korzystne przy umacniającym się złotym. W zamian zobowiążecie się, że w razie znaczącego osłabienia się złotego sprzedacie nam waluty po kursie niższym od rynkowego. Na razie wszystko ok, ale haczyk polegał na tym, że tego typu rozwiązania były ustawione nieproporcjonalnie. Pula walut, którą zobowiązywały się kupować banki, była znacznie mniejsza od tej, jaką firma musiała im sprzedać w razie zjazdu złotego. Rekordzista ustawił ten stosunek jak 1:36. Oczywiście wtedy w znaczące osłabienie się złotego nikt nie wierzył. Do czasu...
Teraz słychać o kłopotach kolejnych firm z powodu opcji. Jak jednak ten mechanizm ma się do obecnej huśtawki kursów? Otóż firmy ratując swoją skórę muszą skupować olbrzymie ilości obcych walut, żeby spłacić zobowiązania wobec banków. Co więcej, nie da się wykluczyć, że same banki oslabiają naszą walutę, bo przy kolejnych poziomach słabości będą zapadać kolejne wykupione przez firmy opcje. Wiąże się to z...

• ...Trzecim mechanizmem - "wewnętrzną" grą instytucji finansowych, już na szczęście bez udziału firm z tzw. realnej gospodarki. Najprostsza metoda wygląda w sposób następujący: pożyczam od kogoś olbrzymią sumę w złotych, kupuję za nią euro. W ten sposób osłabiam złotego, po spadku kursu znowu kupuję złote, zwracam dług i zostaję z pokaźnymi zyskiem. Trzeba również pamiętać, że instytucje finansowe także między sobą zawierają najróżniejsze zakłady czy opcje z grubsza polegające na tym, że w momencie gdy kurs złotego osiągnie jakiś punkt inkasują od innej instytucji odpowiednią premię. Nie da się więc wykluczyć, że rzucają na rynek odpowiednią ilość waluty aby osłabić kurs złotego do odpowiedniego dla siebie poziomu. Opłaca się, przypomnijmy przecież, że do rozchwiania naszej waluty wystarczy 50-100 milionów euro. A premie z tytułu "wygranej" mogą być wielokrotnie większe.

Kto gra w ten sposób? To jest niestety jedna z tych dużych zagadek ostatnich miesięcy. Można tylko przypuszczać, że nie jest to atak ani tak wielki ani tak spektakularny jak chociażby skuteczna gra Goerge'a Sorosa na osłabienie brytyjskiego funta w latach 90. Wtedy wszystko działo się błyskawicznie, a wahania brytyjskiej waluty były olbrzymie.

W tym momencie musimy postawić kolejne pytania.

CO MOŻNA Z TYM ZROBIĆ?

• Można zrobić niestety niewiele. Zapomnijmy o jakiejkolwiek realnej interwencji na rynku walutowym. Polskie rezerwy walutowe są po prostu zbyt małe jak na opanowanie tak rozchwianego rynku, wynoszą tylko 44 miliardy euro. Łatwo się ich pozbyć, a skutek jest - delikatnie mówiąc - niepewny. Bank of England zaczął bronić funta podczas ataku Sorosa. I przegrał. Międzynarodowi inwestorzy mają naprawdę mnóstwo pieniędzy. Istnieje jednak inny typ interwencji: słowna. Tego podjęli się wczoraj wicepremier Waldemar Pawlak i szef NBP Sławomir Skrzypek mówiąc, że nie podstaw do ingerencji w rynek, a nasza gospodarka się wybroni. Zadziałało? Być może na dłuższą metę nie, ale faktem jest, że wczoraj złoty się nieco uspokoił.

JAK DŁUGO TO POTRWA?

• Kiedy i na jakim poziomie złoty osiągnie dno - nikt w sposób odpowiedzialny nie jest w stanie odpowiedzieć. Niektórzy ekonomiści przewidują, że opcyjne kłopoty polskich firm portwają jeszcze nawet półtora roku. Kompletnie nie wiadomo, kiedy wróci zaufanie inwestorów do naszego rejonu Europy. Słabym pocieszeniem może być fakt, że podobny poziom kursów walutowych mieliśmy już pięć lat temu, co nie doprowadziło do jakiegoś drastycznego rozchwiania gospodarki. Ale jeżeli złoty dalej i przez dłuższy okres czasu będzie się osłabiał w tak szybkim tempie.... Czarny scenariusz wygląda następująco: jakikolwiek towar z importu, w tym paliwa, stają się dobrem luksusowym. Pojawia się prawdziwy problem ze spłatą kredytów zaciągniętych w walutach obcych, co doprowadza do poważnych kłopotów sektora bankowego i tak dalej. Lepiej nie rozwijać tego scenariusza.

Trzeba jednak powtórzyć jedno: prawdziwą receptą na ten walutowy horror jaki przeżywamy jest jak najszybsze wprowadzenie euro. Smutna prawda jest taka, że gdybyśmy się do tego zabrali z taką determinacją jak Słowacy, już dzisiaj kłopot z kursami walut mielibyśmy z głowy.

<<< Michał Karnowski o kryzysie

WEŹ UDZIAŁ W SONDZIE: