Dopiero determinacja rodziny Olewników i nacisk polityczny i medialny na organy ścigania spowodowały, że zdecydowano się na aresztowanie Jacka K., wspólnika biznesowego porwanego i zamordowanego Krzysztofa Olewnika. To jedna z pierwszych kwestii, jaką winna zająć się powołana w piątek sejmowa komisja śledcza "Olewnika".

Najprawdopodobniej jest na to jeszcze za wcześnie, bo prokuratura nie może ujawnić materiałów śledczych związanych z aresztowaniem Jacka K. Ale całkowicie burzy to zakładany wstępnie plan prac komisji. Musi ulec też zmianie zakres jej zainteresowań. Nie bez powodu prokuratura uznała aresztowanie Jacka K. za przełom w dotychczasowym śledztwie. Rodzina Olewników i opinia publiczna od dawna oczekiwały na dotarcie organów ścigania do ewentualnych zleceniodawców zbrodni. Wydawało się, że jest to poza ich zasięgiem.

W niedawnym tekście, w którym pisałem o sprawach, które nigdy nie zostaną do końca wyjaśnione, jako jedną z nich wymieniałem właśnie przypadek Krzysztofa Olewnika. A tu nagle stała się rzecz ekscytująca - aresztowany został człowiek spoza ścisłej grupy pospolitych kryminalistów, prymitywnych zbrodniarzy. Czy doprowadzi on do innych, znacznie ważniejszych i stojących wyżej w strukturze lokalnego biznesu i miejscowego ośrodka wpływów politycznych, trudno dziś przesądzić. Jestem konsekwentny w swym sceptycyzmie i wątpię, aby właśnie Jacek K. ograniczający swoją aktywność wyłącznie do spraw biznesu, powiedzmy otwarcie, na niewielką skalę, miał jakieś możliwości wpływania na blokowanie, hamowanie śledztwa i kierowanie go na fałszywe tropy. Niemniej jednak, jeśli zarzuty prokuratury się potwierdzą, to wątek Jacka K. wyprowadza dotychczasowy stan śledztwa na całkowicie inne szlaki, o trudnych dziś do sprecyzowania perspektywach.

Raport z policyjnej analizy opublikowany przez weekendowy DZIENNIK, oparty głównie na wielu połączeniach telefonicznych, niemal przesądza, że Jacek K. mógł mieć powiązania z gangsterami warszawskimi i pruszkowskimi, którzy mają na koncie najcięższe przestępstwa. Świadkowie mówią też o jego powiązaniach z policjantem, który był w ekipie śledczej badającej sprawę porwania od pierwszych godzin i dni. O ukrywaniu przez obydwu ważnych faktów związanych ze śledztwem. Czy to wystarczało już do kierowania śledztwa na fałszywe tory i jego hamowania, nie wiadomo, to dopiero zostanie wyjaśnione. Są jednakże ślady tego, że to Jacek K. był świadomym sprawcą skierowania śledztwa na wersję o samouprowadzeniu Krzysztofa Olewnika.

Nie znamy na razie siły dowodów, jakie ma w ręku prokuratura. Z tego, co do tej pory ujawniła, możemy mówić co najwyżej o mocnej poszlace. Wskazuje ona na związki z jednym z porywaczy i to w dniu, a ściślej w noc porwania Krzysztofa Olewnika. Jest nią połączenie telefoniczne jednego z członków szajki z Jackiem K. Czy prokuratura ma coś silniejszego ponadto, nie wiadomo. Zakładam, że raczej tak, choćby w oparciu o wspomnianą już komputerową analizę billingów. Myślę, że to na tej podstawie sąd wydał nakaz aresztowania na trzy miesiące. Ilość tropów związanych z aresztowaniem Jacka K. w porównaniu do pierwszych etapów śledztwa wzrosła prawie w postępie geometrycznym. Przed śledztwem stoi mnóstwo nowych pytań, na rozwiązanie których potrzeba sporo czasu i jeszcze więcej cierpliwości. Nie dopuszczam do siebie bowiem myśli, że intencją sądu było wsadzenie Jacka K. do aresztu "wydobywczego". A policja i prokuratura dopiero teraz będą szukały dowodów jego udziału w porwaniu i zabiciu Krzysztofa Olewnika. Fakty jednak są takie, że sejmowa komisja ma wkrótce rozpocząć pracę. Co naturalne, rozpocznie pewnie od przesłuchania policjantów i prokuratorów, którzy jako pierwsi znaleźli się w domu Krzysztofa Olewnika w kilka godzin po jego porwaniu.

A później będzie wzywała innych świadków zgodnie z chronologią prowadzonego śledztwa. Jeśli taki tryb pracy przyjmie komisja, a zdziwiłbym się, gdyby złamano chronologię i w sposób wyrywkowy przepytywano świadków, to końcowym etapem byłoby badanie trzech przypadków samobójstw popełnionych przez głównych sprawców zbrodni w aresztach i więzieniach. Jednocześnie prokuratura będzie, miejmy nadzieję, że rzetelnie i skrupulatnie, badać wątek udziału Jacka K. w zbrodni. Powiedzmy sobie szczerze - gdyby nie to najnowsze aresztowanie, opinia publiczna śledziłaby obrady komisji z wypiekami na twarzy. Teraz jednak z niecierpliwością będzie raczej oczekiwała na każdą wiadomość bądź jakikolwiek przeciek ze śledztwa w sprawie Jacka K. Można też od razu zastanawiać się - ciągle przy założeniu, że zarzuty prokuratury wobec wspólnika Krzysztofa Olewnika są prawdziwe - czy przesłuchania komisji nie będą obarczone poważną słabością.

Gdyż siłą rzeczy będzie pomijany udział Jacka K. w ciągu zdarzeń najważniejszych dla tej zbrodni - od października 2001 roku, czyli od momentu porwania Krzysztofa Olewnika, do września 2003 roku, a więc do czasu jego zamordowania. Nie wolno jednak zapominać, że ktoś tę zbrodnię zaplanował. Musiały się też odbyć jakieś przygotowania do tego przestępstwa. Jeśli Jacek K. brał w nim udział, to jego rola musiała być kluczowa. Ta luka pozostanie niewypełniona. Komisja ma badać zaniedbania w pracy policjantów. Sprawdzać, czy wynikały one z braku profesjonalizmu, czy być może były celowe, a nawet wymuszane przez niektórych przełożonych. Jeszcze do niedawna jedną z nadziei rodziny Olewników, ale także opinii publicznej, było to, że dzięki ustaleniom komisji rozszerzona zostanie lista osób zamieszanych w tę zbrodnię oraz wpływających potem na manipulację śledztwem. Zasługą policji i prokuratury jest to, że krąg ewentualnych sprawców został już teraz powiększony. Jednakże Jacek K. miał też prawdopodobnie decydujący wpływ na sposób prowadzenia śledztwa i jego cały przebieg, włącznie ze wszystkimi podejrzanymi zaniechaniami, jakie miały miejsce. Albo przynajmniej ma wiedzę o ludziach, którzy pchali śledztwo w ślepy zaułek.

W tym stanie rzeczy prace komisji będą wisiały nieco w powietrzu. To tak, jakby budować dom bez fundamentów. Bo jeśli wspólnik Krzysztofa Olewnika uknuł zbrodnię, a następnie sam i prawdopodobnie za pośrednictwem innych osób wpływał na losy śledztwa i przebieg zdarzeń, które doprowadziły do śmierci jego przyjaciela, bez poznania jakichś konkretów z tym związanych, inne ustalenia będą tylko fragmentaryczne. Można się cieszyć, że śledztwo wyszło poza zamknięty krąg drobnych kryminalistów. Ale trzeba też powiedzieć, że to zdarzenie niefortunnie zbiegło się w czasie z zapowiadanym rozpoczęciem prac komisji. Nie ma co bowiem liczyć, że prokuratura będzie dzieliła się z komisją swoją wiedzą na temat roli Jacka K. i będzie przekazywała szczegóły swoich ustaleń. Byłoby zresztą dziwne, gdyby to zrobiła. Komisja natrafi więc na niespodziewane jeszcze do niedawna rafy. Będzie musiała sobie jednak jakoś z tym radzić. Miejmy nadzieję, że skutecznie. I przy tych wszystkich ograniczeniach opinia publiczna otrzyma odpowiedzi na pytania, które od ponad roku wszystkich bulwersują.

Pierwszą kwestią, za którą powinna natychmiast zająć się komisja, jest pytanie, dlaczego dopiero po prawie sześciu latach od zabójstwa Krzysztofa Olewnika policja i prokuratura zdecydowały się na postawienie zarzutów Jackowi K. Czyżby wcześniej nie było żadnych śladów jego udziału? Dlaczego śledczy tak długo byli ślepi na poszlaki wskazujące na rolę Jacka K. w zbrodni? Nawet sensacyjny raport policyjny przeleżał nietknięty w szufladzie trzy lata. Odpowiedź na te pytania może być kluczem do kilku innych zagadek, których rozwiązania oczekujemy od komisji.

* Zakładam, że komisja będzie też chciała zbadać, czy występują związki między sprawcami porwania i zabójstwa a policjantami i prokuratorami. Jak daleko są rozgałęzione i jak wysoko sięgają? Pierwszym tropem do szukania takich związków jest relacja między Jackiem K. a byłym szefem policji w Drobinie Wojciechem Kęsickim. Był on w grupie funkcjonariuszy, która przez pierwsze dni prowadziła śledztwo.

* Jak naprawdę rzeczy się mają z błędami i zaniechaniami, jakie miały miejsce na początku śledztwa? Komisja winna rozstrzygnąć, czy było to niezamierzone, czy robione z rozmysłem? Wśród wielu zdarzeń kompromitujących policję komisja zapewne zwróci uwagę na co najmniej dwa. Pierwsze to zignorowanie anonimowego donosu mówiącego, że w porwaniu udział bierze Sławomir Kościuk. Drugie, zgubienie na trasie samochodu rodziny Olewników wiozącego okup. Każde z tych wydarzeń, pod warunkiem że policja zareagowałaby na nie prawidłowo i sprawnie, mogło uratować życie Krzysztofa Olewnika.

* Czy możliwe jest, że w mataczeniu śledztwa aktywny udział brali prokuratorzy? Przy założeniu, że odpowiedź na to pytanie będzie przecząca, komisja powinna sprawdzić, czy prokuratorzy rzetelnie nadzorowali pracę policjantów i prawidłowo wyznaczali jej kierunki. Trzeba wziąć pod uwagę, że nie było to zwykłe śledztwo, w którym np. chodzi o wykrycie sprawców włamania do mieszkania, ale o porwanie, czyli o zbrodnię. Tam, gdzie w grę wchodzi zdrowie, a nawet życie ludzkie, odpowiedzialność prokuratora za wynik śledztwa wielokrotnie wzrasta.

* Czy policjanci bądź prokuratorzy mieli parasol ochronny ze strony lokalnych polityków bądź stojących wyżej w hierarchii partyjnej? Czy parasol ten istnieje do dziś?

* Kto ponosi odpowiedzialność, i w jakim zakresie, za to, że trzech głównych sprawców porwania i zabójstwa mogło popełnić w więzieniach samobójstwa? Czy możliwy był wpływ osób trzecich na dokonanie tych desperackich kroków?

Rodzina ofiary chce uczestniczyć w posiedzeniach komisji. Nie wiem, jaka będzie decyzja parlamentarzystów, wydaje się jednak, że Olewnikom należy się to, aby mogli być obecni na sali obrad. Ale wyłącznie jako obserwatorzy. Jeśli mieliby jakiekolwiek wątpliwości bądź pytania do świadków, powinni mieć prawo ich wypowiedzenia. Czy przez swoich pełnomocników, czy za pośrednictwem przewodniczącego komisji, to jest kwestia do ustalenia. Opowiadałbym się za tym drugim rozwiązaniem. Dlaczego? Bo przewodniczący mógłby selekcjonować pytania rodziny tak, aby nie zdominowały one obrad, a przesłuchania świadków nie rozmyły się w powodzi rozgoryczenia i pretensji.