Władimir Putin chce podczas wizyty w Polsce z okazji obchodów 70. rocznicy wybuchu II wojny światowej zaprezentować rosyjską wizję polityki historycznej. Sprowadza się ona do tego, że to Armia Czerwona wyzwoliła nasz kraj spod okupacji hitlerowskiej. Problem w tym, że nazizm i komunizm to dla Polaków dwa równie złe systemy totalitarne. Dla Rosji totalitaryzmem jest tylko nazizm, a podejście rosyjskich elit i społeczeństwa do komunistycznej przeszłości jest zupełnie inne.

Z pewnością w relacjach rosyjsko-polskich nie może być gorzej, niż jest. W stosunkach międzynarodowych istnieje zasada równowagi i wzajemności. Tymczasem w relacjach polsko-rosyjskich panuje dziś poważna nierównowaga, która trwa już od wielu lat. Pojawiła się ona po objęciu władzy na Kremlu przez Władimira Putina, co radykalnie zmieniło wizerunek dotychczasowych relacji między obydwoma państwami.

Teraz, przy okazji obchodów 70. rocznicy wybuchu II wojny światowej, Putin próbuje nawiązać nieco bardziej pragmatyczne stosunki z Polską. Choć pojawi się w Gdańsku nie jako prezydent, ale premier, to z drugiej strony posiada w tym kraju bardzo silną pozycję polityczną, będąc właściwie patronem całej jego polityki.

Dlaczego Rosja będzie próbowała działać bardziej pragmatycznie? Ponieważ dotychczasowa polityka izolacji Polski jako kraju mającego ciągle znajdować się pod wpływem Rosji poniosła klęskę. Rosjanie w końcu zorientowali się, że tą drogą dłużej iść się po prostu nie da. Tych klęsk było znacznie więcej. Bo były nimi zarówno rozszerzenie NATO, w szczególności o kraje, które jeszcze niedawno były rosyjską domeną, jak i tzw. pomarańczowa rewolucja na Ukrainie, która dokonała się z pomocą Polski, a zakończyła przegraniem przez Rosję tej batalii. Jej klęską jest także utrzymanie przez Gruzję niezależności politycznej.

Dzisiaj oczywiście Moskwa próbuje wszelkimi sposobami odmienić to, co się wówczas dokonało, m.in. przy pomocy szantażu gazowego. Ale stosując tego rodzaju narzędzia nie tylko wobec Ukrainy, ale także Polski, skazuje się tymczasem na kolejną klęskę. Rosjanie dobrze wiedzą przecież, że Polska może się w końcu zdywersyfikować, co postawi ich nie tylko przed koniecznością szukania zbytu dla swojego gazu, ale przysporzy im kłopotów z jego tranzytem do Unii Europejskiej i narazi na konieczność budowy nowych rurociągów.

Dlatego Rosja musi zacząć budować relacje bardziej pragmatyczne, pozostawiając za sobą mrzonki o polityce imperialnej, bo wszystkie próby jej kontynuacji po prostu się załamały. Poza tym Moskwa, stosując swoją politykę paliwową, sama wpada we własne sidła. Zmuszając nas do kupowania nieco droższego gazu od europejskich pośredników, siłą rzeczy pozbawia się podstawowego instrumentu nacisku na Polskę.