Już przy okazji ostatnich wyborów parlamentarnych w Polsce wytworzył się obyczaj, że partie polityczne zamiast promować swoje programy, skupiają się na politycznych przeciwnikach i straszeniu nimi wyborców. Dotyczy to absolutnie wszystkich.
Występuje w roli klasycznego latynoamerykańskiego lewaka powtarzając zaklęcie, że Polsce grozi bliżej nieokreślany neoliberalizm i będzie strasznie.
Jarosław Kaczyński z kolei próbuje zastraszać Niemcami. W poprzednich wyborach udało mu się co prawda pozyskać w ten sposób wiele głosów Platformy wspominając historię z dziadkiem Tuskiem z Wehrmachtu. Swoich sąsiadów nie możemy zmienić, więc lepiej zaprzestać tworzenia międzynarodowych afer. A . Mówi więc niestworzone rzeczy próbując przypisać demoniczne cechy niemieckim chadekom. Gdyby przeanalizować, co rzeczywiście zostało napisane w podobno antypolskiej odezwie CDU/CSU, okaże się, że tak naprawdę nie ma się czego bać. Nie ma w niej także nic, czego by nigdy wcześniej nie głosili niemieccy chadecy przed wyborami. PiS skupia się zatem na walce z Niemcami oraz Platformą wzywając ją do wycofania się z największego klubu wyborczego w Parlamencie Europejskim.
Bo według SLD najważniejszym problemem w Polsce jest Kościół i jego przywileje. To zresztą ich sprawdzony postulat przedwyborczy i element stale pojawiający się w spotach Sojuszu. Platforma Obywatelska z kolei prowadzi szeroko zakrojoną akcję i straszy polski elektorat Kaczorami. W poprzek całego zamieszania kroczy Lech Wałęsa, który choć nie bierze udziału w wyborach mówi, że występami z Libertasem chce zaszkodzić Kaczyńskim.
Wszystkich jednak łączy wspólna cecha: nikt nie wysyła przekazów pozytywnych i albo straszy, albo odwołuje się do tego, że jeśli zagłosujemy na inną partię, to czeka nas straszna bieda. Politycy zgodnie kierują się zasadą, że Polaków można zmobilizować przekazem negatywnym.
Prawdziwym wygranym tych i następnych wyborów okaże się ten, kto na tym tle będzie wyglądał na mądrego, wywarzonego i powie, jakie są jego zamiary. A ci, którzy nadal będą grzęznąć
we wzajemnych oskarżeniach, ugrzęzną w nich na dobre. Wygrywanie wyborów pod hasłem "na pohybel" zawsze kończy się fatalnie. Niestety,
Tymczasem według naszych polityków nie powinniśmy głosować na klerykałów, antyklerykałów, liberałów ani narodowców. Polscy politycy postawili na odstraszanie. Po wyborach natomiast
dziwią się, że frekwencja była zastraszająco niska i biadolą nad stanem społeczeństwa.