Jak już pisaliśmy, główna linia sporu w sprawie nielegalnych imigrantów przebiega między krajami zachodnio i południowoeuropejskimi z jednej strony, a wschodnią i środkową Europą z drugiej, czyli między Francją, Włochami, Niemcami i Austrią a Polską, Słowacją, Węgrami, czy Czechami. Ta pierwsza grupa, która jest dosłownie zalewana kolejnymi falami uchodźców domaga się wprowadzenia obowiązkowych i wyższych niż pierwotnie postulowano kwot uchodźców.

Polska w czerwcu zgadzała się, w trybie dobrowolnym, przyjąć 2 tys. uchodźców. Teraz Komisja Europejska oczekuje od Warszawy przyjęcia 10 tys. ludzi. Jak na razie rząd z umiarkowanym entuzjazmem, by nie powiedzieć sceptycznie, odnosi się do tej propozycji.

To jednak nie premier Ewa Kopacz, ale jej poprzednik Donald Tusk, ma teraz naprawdę twardy orzech do zgryzienia. Bo dla Tuska przyszedł moment, kiedy będzie się musiał opowiedzieć i zająć konkretne stanowisko w sprawie uchodźców. Podczas czerwcowego szczytu starał się robić uniki, bardziej jednak sprzyjając blokowi wschodniemu.

W ostatnim momencie zmienił na przykład treść konkluzji, wykreślając z nich postulat obowiązkowości kwot (nasz obóz chciał dobrowolności w tej kwestii). Wywołało to złość, wręcz furię szefa Komisji Europejskiej, Jean-Claude’a Junckera.

Teraz temat kwot wraca, a Juncker zajmuje jednoznaczne stanowisko. I zarówno on, jak i Niemcy czy Francja oczekują, iż również szef Rady czyli Donald Tusk przyłączy się do tego właśnie stanowiska. Przyłączając się do ich punktu widzenia, Tusk musiałby potępić pozycję Polski czy Węgier. Co przez Polaków zostałoby odczytane jako wystąpienie wbrew interesowi polskiemu.

I z pewnością nie ułatwiłoby Tuskowi powrotu zwycięskiego do Warszawy po zakończonej kadencji. Stając z kolei po stronie obozu wschodniego, szef Rady naraziłby się na zarzuty, iż wciąż jest politykiem polskim, a nie europejskim i po prostu nie nadaje się do tego, by być przedstawicielem całej wspólnoty. Takiego wariantu Donald Tusk nie zaryzykuje. A stać pośrodku po prostu się już nie da, bo czas na działania. Szczyt w sprawie imigrantów zaplanowany został wstępnie na listopad, ale Tusk chciałby by do spotkania doszło jeszcze w październiku.

Kwestia uchodźców jest zatem dla Donalda Tuska momentem granicznym. A sytuacje wyboru tudzież kolizji między kursem polskim a europejskim (konkretniej największych unijnych krajów) będą coraz częstsze. Bo w agendzie unijnej najbliższe miesiące jest m.in. kwestia paktu energetycznego, nie mówiąc już o wojnie na Ukrainie). Przewodniczącego Tuska czekają kolejne trudne miesiące i wybory, bo niestety złote lata dla Unii Europejskiej się skończyły.