Niegłupie słowa - tak Tomasz Terlikowski komentuje cytat z kazania księdza Jacka Międlara. W poprzedni weekend w białostockim kościele padły słowa, za które duchowny otrzymał zakaz udzielania wypowiedzi publicznych.

"Wielu z was usłyszy, że jesteście faszystami, nazistami i macie gdzieś wartości chrześcijańskie. Bzdura! W naszym sercu jest ewangelia, jest Chrystus i te wartości, za które jesteśmy gotowi oddać życie. Za Polskę i za chrześcijaństwo" - zwracał się ksiądz Międlar w czasie mszy do członków ONR trzymających zielone flagi z symbolami ugrupowania.

W rozmowie z "Super Expressem" Tomasz Terlikowski przekonuje, że kontrowersyjny duchowny jest potępiany, ponieważ "nie lubi go 'Gazeta Wyborcza'".

Ta gazeta nie lubi wszystkiego, co lubili członkowie międzywojennej Komunistycznej Partii Polski. A KPP bardzo nie lubiła ruchu narodowego. Nie jest tak, że podzielam opinie ONR czy jestem narodowym demokratą, ale to nie są faszyści. Trzeba jasno odróżnić ONR - nawet ten międzywojenny, z postulatem getta ławkowego - od nazistów czy faszystów. (...) Nie bronię ONR, tylko zadaję pytanie: jeśli Kościół ma być otwarty i apolityczny, to dlaczego ma w nim być miejsce dla Kazimierza Sowy, który ewidentnie popiera jedną partię polityczną, działającą nie zawsze w zgodzie z ewangelią, a wyrzuca się z Kościoła księdza Międlara wraz z tymi młodymi ludźmi, którzy do niego przyszli. Ja chcę równych standardów. Jeżeli w Kościele jest miejsce dla księdza Sowy, to jest również miejsce dla księdza Międlara - przekonuje Tomasz Terlikowski.

Zdaniem katolickiego publicysty, wielu krytyków kontrowersyjnego duchownego "siedzi zamkniętych w swoich plebaniach i nie wychyla z nich nosa, żeby kogokolwiek ewangelizować". Natomiast ksiądz Międlar "trafia z ewangelią do ludzi, którzy jej potrzebują" - podsumowuje.