O policjancie! – powinien wówczas zaintonować grecki chór, który w mej wyobraźni towarzyszy tej scenie. – Czy nie rozumiesz, że odwieczną potrzebą ludzką jest obwinić innych? Zaprzestań tej męczącej pogoni za prawdą! Czy nie widzisz, że aby normalnie funkcjonować, każdy musi utrzymać w miarę spójny i dobry obraz siebie – a to czasem wymaga uwierzenia choćby i w pędzący słup?

Spójrz choćby na naród polski – mógłby ciągnąć ów wyobrażony przeze mnie chór, przytrzymując targane kalifornijskim wiatrem chitony. – Choćby sam się doprowadził do ruiny i podał na tacy zaborcom, twierdzić będzie, że go niespodziewanie i podstępnie napadli. Choćby sam swoje powstania projektował, jakby specjalnie, ku klęsce, winę za nią przypisze wyłącznie niespodziewanie diabolicznej sile spiskujących przeciwników. A teraz, choćby wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że samolot z ich głową państwa rozbił się z powodu pogardy dla procedur i instytucjonalnej bylejakości, na przekór wszystkiemu tropić będzie zamach. Oni nigdy nie pędzą na słup, to słup zawsze pędzi na nich!

– Ale jak pędzi, kiedy nie pędzi? – zapytałby policjant. – No jak?

– Sza! – dramatycznie uciszyłby go chór.

Dyskretny urok spisku

Nie ma chyba takiego zwolennika tezy o zamachu w Smoleńsku, który nie byłby głęboko rozczarowany dotychczasowymi wynikami prac podkomisji mającej owej tezy dowieść. Mijają miesiące, ekshumowane są ciała ofiar, zapowiadane są nowe rewelacje – i wciąż nie zobaczyliśmy żadnych dowodów na wybuchy na pokładzie, a tym bardziej sensownych argumentów na rzecz spisku Tuska z Putinem. Ludzie wyjątkowo pokorni wobec wolt rzeczywistości mogą być może wciąż, w imię źle pojętej naukowej rzetelności, zakładać choćby nikłą możliwość sukcesu podkomisji – ale zdecydowana większość pierwotnych wyznawców Antoniego Macierewicza byłaby usprawiedliwiona, gdyby dziś porzuciła hipotezę o zamachu na rzecz hipotezy o ogólnym bałaganie. Oprócz jałowości prac komisji pojawiają się ku temu coraz to inne przesłanki – ważny tekst Zbigniewa Parafianowicza z DGP o tupolewizmie opisał polską niekompetencję w organizowaniu podróży naszych władz jako rodzaj endemicznej choroby państwa, a jego tezy zdają się potwierdzać kolejne wypadki komunikacyjne, w których ostatnio bierze udział rząd PiS. Nawet oskarżenie rosyjskich kontrolerów lotu sprzed kilku dni, mimo że logicznie niesprzeczne z tezą o zamachu, musi przecież wyglądać w oczach dotychczasowych wiernych jak zamachowa kapitulacja. Bo kto oskarża płotki, gdy ma w garści grube ryby? A zwłaszcza płotki, które wyraźnie sugerowały – wszyscy to słyszeliśmy – by lecieć na zapasowe lotnisko?

Tymczasem teza o zamachu ma się, o dziwo, świetnie. Nadal głosi ją PiS-owski mainstream: Prokuratura Krajowa zapewnia, że zamach i źli kontrolerzy mogą ze sobą pokojowo współistnieć; Macierewicz w TV Republika dodaje: jedno się tak naprawdę z drugim wiąże, kontrolerzy pewnie specjalnie sprowadzili samolot tak nisko, by jak najlepiej ukryć zaplanowane wybuchy, które wysoko w górze byłyby przecież zbyt dobrze widoczne. A w najciemniejszych zakamarkach prawicowych podziemi zamach, zamiast zamierać, po prostu uniezależnia się od niesprawnej komisji; jej impotencja nie jest w najmniejszym stopniu dowodem przeciwko zamachowi, ale... kolejnym zamachem na prawdę o zamachu. Publicysta Piotr Skwieciński na portalu wPolityce zdał ostatnio sprawę z lektury „Gazety Warszawskiej”, gdzie „ekspert ws. katastrofy smoleńskiej”, niejaki Leszek Misiak, oskarża Jarosława Kaczyńskiego o ukrywanie zdobytych już dowodów na zamach i sugeruje, że i PiS, poprzez krycie sprawców, już stał się częścią spisku, który doprowadził do śmierci prezydenta RP. A czyj to spisek? Otóż – tu, uwaga, powiew świeżości – jest to spisek międzynarodowych sił Zachodu, które zamordowały pasażerów tupolewa, by storpedować reset stosunków z Rosją, którego chciał wówczas Obama. Czyli: spisek Putina, spisek z Putinem, a może spisek przeciwko Putinowi – wszystko jedno – ale jakiś spisek musi być i kropka.

Można szukać przyczyn, dla których Antoni Macierewicz wciąż trzyma się tezy o zamachu. Kalkulacja polityczna? Szaleństwo? Jakaś tajemna wiedza?...