Robert Mazurek: Jesteś politycznym nałogowcem.
Łukasz Mężyk*: Jestem, i to od zawsze. Miałem 13 lat i w trakcie kampanii prezydenckiej Tadeusza Mazowieckiego kupowałem znaczki i nosiłem je w szkole. Potem chodziłem na spotkania Unii Demokratycznej, gdzie traktowano mnie jak maskotkę. A na 18. urodziny dostałem legitymację Unii Wolności. Wiesz kiedy byłem po raz pierwszy w Sejmie?

Skąd mam to wiedzieć?
Miałem 14 lat, był rząd Jana Olszewskiego, pojechałem do Sejmu z wycieczką Forum Młodych UD z Koszalina, całe pięć osób. I tam sobie robiłem zdjęcia z osobami, których nazwiska już nikomu nic nie powiedzą: Józefa Hennelowa, Jacek Taylor, Ludwik Turko. Ale na spotkaniu w Koszalinie dostałem też dedykację od Jarosława Kaczyńskiego: „Panu Łukaszowi z konkurencyjnej Unii Demokratycznej, z nadzieją, że nie zawsze będziemy się różnić”.

No i wykrakał.
Ale zanim zacząłem dla niego pracować, minęło sporo czasu.

Najpierw byłeś jednym z młodych wilczków Leszka Balcerowicza.
Poznałem go na spotkaniu wyborczym i jak tylko zacząłem studia w Warszawie, to się u niego zameldowałem. Przyjął mnie natychmiast, potem dostałem pracę w Ministerstwie Finansów – miałem 20 lat i 1300 zł na pasku wypłaty.

Było was tam kilku.
Był Paweł Narożny, Jakub Karnowski, późniejszy szef PKP, no i Rysiek Petru.

Czym się zajmowałeś?
Narażaniem się starej UD, bo sprawdzałem Balcerowiczowi, jak głosowali posłowie. Nienawidzili mnie.

Jak się pracowało z Balcerowiczem?
To była najlepsza szkoła. Dzwonił do nas codziennie o siódmej rano, zawsze z tym samym pytaniem: „Gdzie pan jest?” Każdego tak witał. A ja dojeżdżałem wtedy tramwajem do ronda Waszyngtona, wyjmowałem wielką służbową komórkę, taki kilogramowy centertel, co samo w sobie było wówczas zjawiskowe, i zduszonym głosem mówiłem „Dzień dobry, panie premierze”. Ludzie patrzyli na mnie jak na kosmitę i wariata.

*Łukasz  Mężyk, założyciel portalu 300polityka.pl, doradzał Jarosławowi Kaczyńskiemu w kampanii wyborczej w 2010 r., potem partii Polska Jest Najważniejsza oraz Joannie Kluzik-Rostkowskiej z PO

CAŁA ROZMOWA W PIĄTKOWYM MAGAZYNIE DGP