Będziemy w stanie śmiać się z tych samych żartów słownych, rozumieć w pół słowa z ludźmi młodszymi od siebie?
Coraz trudniej, niestety, o wspólne uniwersum kulturowe. Lektury, filmy czy żarty zaczynają być tak zróżnicowane pokoleniowo, że coraz trudniejsze jest porozumienie w pół słowa, sytuacja, w której zawieszamy głos, a nasz rozmówca wie, co będzie dalej.

Ale tak się podrywało dziewczyny czy szukało przyjaciół – to byli ci, którzy rozumieli, bo czytali te same książki i słuchali podobnej muzyki.
Nie mam pojęcia, jak i na co młodzi ludzie teraz podrywają, ale może tak jest, że między sobą oni mają jeszcze swój język? Pewne schematy są podobne.

Wiem, że jakoś się dogadują, ale nie chodzi mi o gwarę młodzieżową.
Różnica polega na tym, że chyba już nie nawiązuje się do tekstów literackich, filmów czy piosenek.

To do czego?
Do okazjonalizmów.

Ale one są niesłychanie ulotne.
Z drugiej strony, jeśli jest tak, że rządzą okazjonalizmy, to może rośnie tęsknota za punktami stałymi, za uratowaniem uniwersum kulturowego? Ostatnio studenci opowiadali mi z absolutnym zachwytem, jak zupełnie nieprzygotowany prof. Bralczyk potrafił na zajęciach wyrecytować z pamięci spore fragmenty „Pielgrzyma” Norwida. Oni tego jednak oczekują, nawet jeśli sami nie potrafią, to widzą tego wagę. Jeśli mówimy o tym, co stałe w polszczyźnie, o tym, co jest przekazywane z pokolenia na pokolenie, to mówimy o frazeologii trwałej, mówimy o schematach myślowych, które kształtują nasz świat wartości, nawet jeśli tego nie wyczuwamy. Mówimy, a może mówiliśmy, że wedle stawu grobla albo że pańskie oko konia tuczy.

To są związki frazeologiczne…
To są akurat przysłowia.

A one nie należą do związków frazeologicznych?
Nie.

Ale wie pani, że teraz będę musiał panią zamordować, żeby nie było świadków tej kompromitacji?
Proszę jednak nie mordować, to wytłumaczę, że te podziały interesują tylko językoznawców. To, co jest stałą konstrukcją, zdaniem albo równoważnikiem zdania, jest pewną całostką myślową.

Całostką?
A nie podoba się panu takie słowo?

Bardzo mi się podoba.
Pewnie każdy frazeolog mówi po swojemu, ja mówię tak. Kiedy narzekamy, że nie ma odwołań do literatury, daję zawsze studentom cytat z "Pulp fiction": "Zrobię ci z dupy jesień średniowiecza". I pytam, cóż to jest ta jesień średniowiecza?

Przecież to oczywiste, że nie wiedzą.
Są bardzo zdziwieni, że to coś znaczy, że coś się za tym kryje. Nie wierzę, by kiedykolwiek sięgnęli po książkę Johana Huizingi, ale jednak to ma sens. Jakkolwiek zauważam, że niknie pojęcie tekstu klasycznego.

Cała rozmowa w piątkowym wydaniu Magazynu "Dziennika Gazety Prawnej"