- Słuchałem, jak polski premier mówił o gospodarce, energetyce i innych rzeczach, związanych z Polską. Mówił o wszystkim, poza tym, co interesowało wszystkich obecnych - o prawie, które skazuje na więzienie za oskarżanie Polaków i Polskę o wzięcie udziału w Holokauście - pisze w komentarzu opublikowanym na portalu Ynetnews.com Ronen Bergman, komentator Yedioth Ahronoth i New York Timesa. - To prawo, które wzbudziło kontrowersje na świecie i gniew w Izraelu, nie było na tyle ważne dla Morawieckiego, by o nim wspomniał - stwierdza. Bergman wspomina, że chciał zadać pytanie ogólne dotyczące ustawy o IPN, ale przypomniały mu się wojenne losy rodziny, z której przeżyło tylko kilka osób.

Dziennikarz tłumaczy, że przez lata jego matka nie chciała opowiadać z detalami o tym, co stało się podczas wojny. - Wiedzieliśmy tylko, że babcia i mama uciekły do lasu, przyłączyły się do partyzantów i przetrwały wojnę. Dziadek zaś ukrywał się w kanałach w swoim rodzinnym mieście, z których wyszedł dopiero, gdy wycofało się Gestapo - tłumaczy. - Wiedzieliśmy tylko jedną rzecz, że 'Polacy byli gorsi od nazistów'. To coś,  czym matka czasem mówiła - o sąsiadach, o rodzicach kolegów ze szkoły, kupcach i o tych, którzy pracowali dla Żydów - stwierdza. Dlatego też - jak dodaje - jego matka przysięgała, że nigdy nie powie słowa po polsku. - Była gotowa mówić po niemiecku, ale po polsku? Nigdy - pisze Bergman.

Sporo kontrowersji wywołało zestawienie wypowiedzi Bergmana z Monachium z tym, co napisał wcześniej na łamach Ynetnews.com. Chodzi o wiek jego matki w czasie wojny. WIĘCEJ NA TEN TEMAT TUTAJ >>>

Bergman zapewnia w tekście, że rozumie, że jego matka - z punktu widzenia historii - się myliła. To przecież - jak pisze - naziści rozpoczęli zagładę i zbudowali obozy śmierci, a wielu Polaków ryzykowało życiem, by ocalić Żydów, o czym zaświadczają drzewka w instytucie Yad Vashem. - Matka jednak znała Polaków i to był jej własny, moralny osąd tego, co się stało - opowiada. Przypomina, że jego matka mówiła o Polakach: Oni wszyscy nas zdradzili i wydali Gestapo. Bergman wspomina bowiem, że zarówno ona, jak i inni członkowie jego rodziny płacili polskiemu rolnikowi, by przechował ich w swym gospodarstwie. Pewnego dnia jednak - jak opisuje - wyszła z ukrycia, by zdobyć coś do jedzenia, miała wtedy podsłuchać, jak jej gospodarze mówili, że doniosą Niemcom, że w pobliżu ich domu ukrywają się Żydzi. Wtedy zdecydowali się na ucieczkę.

Z tych opowieści wzięło się pytanie, które zadał Morawieckiemu. - Gdy skończyłem, wszyscy bili mi brawo. Później podeszło do mnie kilku wysokiej rangą urzędników niemieckich, którzy dziękowali mi za powiedzenie na głos tego, czego oni nie mogli - opisuje wydarzenia z konferencji w Monachium dziennikarz. - Jednak polski premier nie był ani wstrząśnięty, ani oszołomiony i nie próbował mnie pocieszyć. Naprzeciw niego stał człowiek z kulą w gardle, który opowiadał o zagładzie swojej rodziny, a on patrzył się na mnie, jak na coś irytującego - tłumaczy swe odczucia Bergman. Dodaje też, że odpowiedź Morawieckiego i słowa o "żydowskich sprawcach zagłady" rozwścieczyły go. - Miałem w oczach łzy bólu i wściekłości. Przynajmniej byłem zadowolony, że [polski premier - red.] pokazał swoje prawdziwe barwy - dodał.

Na koniec Bergman przytacza słowa swojej siostry, które przeczytał po transmisji z konferencji. - Nie ma lepszego zakończenia historii matki i spraw, które miała do załatwienia z Polakami. Szkoda tylko, że ona tego nie dożyła - napisała mu Liora Houbara.