To właśnie dziennikarze i publicyści tej redakcji z dramatu nastolatki uwikłanej w młodzieńczy związek i niechcianą ciążę próbowali zrobić ikonę swojej ideologicznej krucjaty. Prawie im się udało. Imię dziewczynki zna dziś cała Polska, choć ona sama nie zrobiła nic, by zainteresować "Wyborczą" swoją sprawą.

Nie chciała także tego jej mama. Reporterzy "Wyborczej" nie mają oporów, by publikować nadchodzące do niej esemesy, dziennikarze "Newsweeka" nie wstydzą się dzwonić do niej do szpitala, gdzie - jak sami piszą - leży z krwotokiem. Z pasją opisują każdy najintymniejszy szczegół.

Co mówiła jej dyrektor szpitala, a co ksiądz? Jak zareagowała dziewczynka? I ile jeszcze dni zostało jej na usunięcie ciąży? Zrobi to czy nie? Zdąży, czy nie da rady? A jej chłopak? Jak to właściwie z nimi było? Chciała z nim współżyć czy nie? A może jest ohydnym gwałcicielem? Może nie jest? Trudno, niech sobie żyje z takim piętnem. "Wyborcza" zna odpowiedź na każde pytanie. I nieważne, że co chwila okazuje się, że to odpowiedź błędna. Nieważne, że nikt jej nie prosił o pomoc, a działaczki Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny najwyraźniej nie miały zezwolenia na informowanie dziennikarzy.

Gazeta upajająca się na co dzień wstrętem do tabloidów, choć coraz chętniej podejmująca tematy brukowe, brnie dalej. Jak oszalały na punkcie wroga, szukający złych emocji (to pewnie ciągnie sprzedaż) najgorszy brukowiec, walczy do końca. Używa, tak właśnie - cynicznie używa - dramatu 14-letniej dziewczyny. Siła tabloidu i tym razem jest porażająca. Dyrektor lubelskiego pogotowia opiekuńczego w Lublinie stwierdza: "Wyborcza wyrządziła dziewczynie wiele krzywdy".

Z niechęcią i smutkiem, by uniemożliwić takie żerowanie, najdelikatniej jak potrafimy, najlepiej jak umiemy, próbujemy więc w DZIENNIKU ustalać w tej sprawie podstawowe fakty.

Ale i tak czytamy w "Wyborczej" dalsze popisy cynizmu: że wszystkiemu winne są jakieś nieokreślone media, widzimy próby zrzucenia winy na wszystkich pozostałych. Bądźmy jednak konkretni - to nie jest temat jakichś innych dziennikarzy, to dorobek chłopców i dziewczyn z "Wyborczej".

Koledzy z "Gazety", do czego jeszcze się posuniecie zdeterminowani, by wygrać tę historię i zniszczyć kruchą i chwiejną dziewczynę postawioną w niezwykle trudnej sytuacji? Jeśli nie potraficie uznać, że pomyliliście się jako dziennikarze, to pomyślcie, że jako ludzie przekraczacie granicę wstydu. Zatrzymajcie się, zanim dojdzie do tragedii.