Jestem przeciwny takiemu prawu weta, jakim dysponuje prezydent. To absurd, że rząd musi mieć większość 3/5, skoro do jego stworzenia wystarczy ponad połowa posłów. Tyle że o to można zgłaszać pretensję do twórców konstytucji. Podczas prac nad nią tak mocne weto dodali posłowie SLD - z myślą, że skorzysta na nim prezydent Kwaśniewski.

Czy powinien korzystać Kaczyński? Byłoby idealnie, gdyby zastanowił się, co lepsze dla państwa: zasada, że koalicja raczej ma niż nie ma możliwość realizacji programu z jakim wygrała wybory, czy wojna totalna? Kwaśniewski zgotował rządowi AWS - UW kilka bolesnych wet, zgodnych z interesem własnego środowiska (IPN, podatki), ale pozwolił przeciwnikom na zrealizowanie czterech reform. Nawet jeśli zrobił to we własnym interesie (ich krytyka pozwoliła wygrać SLD), dał tym samym szansę demokracji. To rząd, a nie prezydent (nawet wybrany w powszechnych wyborach), ma realne instrumenty rządzenia. Warto mu pozwolić rządzić.

Gdyby prezydenta nie przekonało przywołanie ideału, warto, aby zimno przekalkulował. Pierwszy przykład z brzegu - czy opłacało mu się weto w sprawie ustawy o odrolnieniu gruntów? PO i tak zapewne go obali wspólnie z lewicą, a głowa państwa wyjdzie na obrońcę biurokratycznych i korupcjogennych procedur. Warto sobie wybierać staranniej przedmiot walki.

Wojna totalna wynika z układu sił. Prezydent i premier reprezentują dwa bieguny politycznej sceny i są potencjalnymi rywalami w nadchodzących wyborach. Warto, abyśmy przynajmniej my spojrzeli na tę wojnę spokojnie. Bo gdy zachęcam Kaczyńskiego do umiaru, to nie twierdzę, że w każdej sprawie z definicji nie ma racji.

Chce odesłać do Trybunału przepisy ograniczające wpływ NBP na Bankowy Fundusz Gwarancyjny. Gdyby rzecz działa się za poprzedniej koalicji, cała światła opinia krzyczałaby, że władza niezależnego banku centralnego powinna być większa, władza ministra finansów - mniejsza. Teraz nie krzyczy - bo ministrem jest Rostowski, prezesem NBP Skrzypek. To naginanie zasad. Patrzy się na nie przez pryzmat osób.

PO mówi, że Lech Kaczyński zawetował ustawę o odrolnieniu, bo chciał zrobić krzywdę jej twórcy, czyli Palikotowi. To możliwe i bardzo w logice tego konfliktu. Tyle że dopiero co grupa czołowych polityków Platformy w nieelegancki sposób rzuciła się na prezydenta za wyprawę do Gruzji. Tę sprawę warto sobie wyjaśnić, ale nie przy wtórze połajanek, które szkodzą państwu. W wojnie totalnej dobry ton i odpowiedzialność dawno przestały mieć znaczenie.