"Jak ktoś ma dużo władzy i mój charakter, nie sposób, żeby to nie rodziło coraz większych emocji w stosunku do mojej osoby. Nie dlatego, żebym był agresywny, bo nie jestem" - podkreśla Donald Tusk i dodaje, że zawsze starał się być łagodny. Przypomina także, że często mówiono o nim: "niewyraźny, miękki". "Mydło" - dodaje Piotr Najsztub, który przeprowadzał wywiad z premierem.

Teraz, zdaniem Tuska, sytuacja się odwróciła. "Pławię się w setkach komentarzy - <wódz, dyktator>. Doczekałem się nawet w poważnych tygodnikach porównań ze Stalinem" - mówi.

Premier zapewnia, że nie będzie zarządzał ataku na Bastylię ani zapowiadał planu szcześcioletniego. Jego rządy mają opierać się na spokojnych krokach. Ale traci cierpliwość, gdy w wywiadzie pojawia się sprawa walki z kryzysem. Dziennikarz "Przekroju" zauważa bowiem, że być może Polska gospodarka nie zeszła na minus tylko dlatego, że miała na początku kryzysu większy wzrost.

"Przynajmniej od pana redaktora oczekiwałbym natychmiast autorskiej, krytycznej recenzji tego typu bzdur!" - oburza się Tusk. "Jesteśmy w bez porównania lepszej sytuacji niż ci, którzy mieli od nas dwukrotnie wyższy wzrost w momencie, kiedy kryzys się zaczął - patrzy choćby kraje bałtyckie!" - rzuca. "Denerwuję się, bo to obraża Polskę!" - dodaje.

Kto zdaniem premiera jest współodpowiedzialny za kryzys w Polsce? Nietrudno zgadnąć po tych słowach: "Naszą zasługą jest to, że się nie ugięliśmy - nie tylko przed Kaczyńskimi... To, że myśmy nie <wdepnęli> w ten kryzys, jest tym bardziej godne podkreślenia, że Polska na plecach ma także PiS, nie tylko bankructwo Lehman Brothers, ale także innych brothers" - podsumowuje Donald Tusk.