Jedna z kobiet zatrzymana w sprawie Krzysztofa Piesiewicza zeznała, że senator brał kokainę. "Ona nie planowała szantażu wobec polityka ani nie brała w nim udziału" - opowiada "Rzeczpospolitej" prokurator Józef Gacek z Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga.

Reklama

"Przyznała się, że podczas spotkania brała kokainę. Jest pewna, że zażytym narkotykiem była kokaina, ponieważ wcześniej próbowała go i wie, jak smakuje i jakie ma działanie" - dodaje. Świadczą o tym również ekspertyzy biegłych, które potwierdzają, że biały proszek usypywany na filmie szantażystów w charakterystyczne kreski i wciągany nosem przez zrolowany banknot, to nie lekarstwo - jak bronił się Piesiewicz - a kokaina.

Minister sprawiedliwości nie kryje niezadowolenia z faktu, że głosami Platformy Obywatelskiej senator zachował immunitet i uchronił się przed prokuratorskimi zarzutami.

"Było złą decyzją nieuchylenie tego immunitetu, bo ona uniemożliwiła dalsze czynności, także te w zakresie przedstawienia swojej wersji wydarzeń Krzysztofowi Piesiewiczowi. To była zła decyzja" - przyznaje Krzysztof Kwiatkowski w RMF i dodaje, że sam głosował za odebraniem senatorowi immunitetu.

Zdaniem ministra, parlamentarzyści powinni zapoznać się z nowymi ustaleniami i opinią prokuratorów w tej sprawie. "Jeżeli będą chcieli wyciągać z niej określone wnioski, to oczywiście jest to możliwe" - mówi minister sprawiedliwości.