Niewiedza ministra finansów - gospodarza ustawy hazardowej - wzbudziła zdziwienie członków komisji. "Panie ministrze, pan premier panu nie ufa?" - pytała Beta Kempa z PiS. "To jest pytanie do pana premiera" - odpowiedział wyraźnie skonfundowany minister.

Większość pytań zadawanych mu przez śledczych z opozycji dotyczyła okoliczności, w jakich latem 2009 roku rozpoczęto prace nad nową ustawą. Rostowski o tym, że ustawę trzeba pisać od początku dowiedział się dopiero 26 sierpnia od premiera. Jednak nawet wówczas nie usłyszał, że takie polecenie od premiera przekazał Kapicy minister Michał Boni już 3 sierpnia. Decyzja o pisaniu nowego projektu miała zapaść w trakcie spotkania Donalda Tuska z Bonim i wiceminister Elżbietą Suchocką-Roguską 30 lipca 2009 roku.

Nielogiczne kalendarium

Gdy tuż po wybuchu afery hazardowej Michał Boni prezentował w Sejmie informację rządu na temat prac legislacyjnych nad ustawą hazardową, ujawnił nieznany wcześniej fakt spotkania z 30 lipca. "Dyskusja dotyczyła konkretnych prac nad budżetem, ale również wniosku, jaki zgłosił pan premier, aby w trybie pilnym, wobec przedłużającej się pracy nad ustawą o grach i zakładach wzajemnych, podjąć działania, by przygotować szybko nową ustawę" - mówił Boni.

Trzy dni później, jak zeznał we wtorek Kapica, Boni zadzwonił do niego. Kapica był wówczas na urlopie. Szef doradców premiera zlecił mu opracowanie założeń nowej ustawy. Sprawa najwyraźniej była pilna, bo Kapica zabrał się do pracy jeszcze tego samego dnia. Pocztą wewnętrzną przez izbę celną w Szczecinie dostał z ministerstwa niezbędne dokumenty. Skąd ten pośpiech? Nie wiadomo. Bo dopiero 14 sierpnia w gabinecie premiera pojawił się szef CBA Mariusz Kamiński i poinformował Donalda Tuska o podejrzeniach o nielegalny lobbing wysokich rangą polityków PO wokół ustawy hazardowej. Z notatek sporządzonych po ich rozmowie zarówno przez Kamińskiego, jak i uczestniczącego w niej ministra Jacka Cichockiego wynika, że premier nie poinformował szefa CBA o tym, że ustawa, której losy tak interesują służby, trafiła do kosza dwa tygodnie wcześniej. I że Boni z Kapicą pracują nad absolutnie nowym projektem, ewidentnie niekorzystnym dla branży hazardowej.

czytaj dalej


Ale temat nowotworzonej ustawy nie pojawił się także na spotkaniu 26 sierpnia. Brali w nim udział premier, minister Rostowski i Jacek Kapica, który teoretycznie od miesiąca współtworzył wówczas nową ustawę. Tusk wypytywał wiceministra bardzo dokładnie o prace nad starym projektem. Co więcej - według informacji w kalendarium ministra Cichockiego ujawnionym zaraz po wybuchu afery hazardowej, dopiero po tym spotkaniu premier poprosił Kapicę o napisanie założeń do nowej ustawy. Kapica nie zaoponował, że pracuje nad nią z Bonim już od 3 sierpnia. Co więcej, przez 23 dni nie znalazł czasu, by poinformować o tych działaniach swojego przełożonego, czyli Rostowskiego. Informacji o pisaniu nowego projektu Rostowski nie dostał też od wiceminister Suchockiej-Roguskiej, która ponoć brała udział w dyskusji 30 lipca. Kilka tygodni temu w czasie spotkania z komisją śledczą zapewniała ona, że nigdy nie miała nic wspólnego z ustawą hazardową. O spotkaniu 30 lipca nawet nie wspomniała. A posłowie niestety nie spytali o nie.

Co musi wyjaśnić komisja

Jak dotąd, żaden ze świadków nie wyjaśnił, jak premier wpadł na pomysł tworzenia nowej ustawy już 30 lipca. Jeśli, jak twierdzi minister Boni, chodziło tylko o opóźnienia w pracach, a nie o nielegalny lobbing, dlaczego po prostu nie nakazał Kapicy przyśpieszenia prac z projektem, do którego uwagi zgłaszali wiceminister gospodarki Adam Szejnfeld i minister sportu Mirosław Drzewiecki, a nieformalnie także szef klubu PO Zbigniew Chlebowski? Dlaczego po tak ważnym spotkaniu z 30 lipca nie pozostał żaden ślad w dokumentach, nie powstała żadna notatka? Dlaczego spotkania nie umieszczono w kalendarium prac nad ustawą opracowywanym w KPRM tuż po wybuchu afery? Dlaczego cała sprawa była ukrywana przed Rostowskim? Czy możliwe jest, by już przed 30 lipca premier wiedział, że wokół prac w resorcie finansów toczy się dziwna gra lobbingowa? Czy sygnały o nieprawidłowościach mogły dotrzeć do Donalda Tuska jeszcze przed wizytą szefa CBA w jego gabinecie 14 sierpnia? Może doniosła mu o tym jakaś inna służba? A może spotkanie 30 lipca i praca nad nową ustawą przed 26 sierpnia w ogóle nie miały miejsca? Ostatnie godziny prac komisji śledczej nie były przełomem. Przyniosły raczej nowe pytania, niż odpowiedzi. Ale po raz pierwszy można odnieść wrażenie, że prace komisji dokądś zmierzają.