Umowa sprzedaży antyków jest - według Piskorskiego - jednym z dokumentów, który świadczy o legalności pochodzenia jego majątku. Śledczy jednak kwestionują jej prawdziwość.

Jednym z dowodów ma być fakt, że polityk nie rozpoznał na zdjęciu antykwariusza, któremu 13 lat temu - według umowy - sprzedał cenne antyki. Prokuratorzy uważają także, że podpis antykwariusza na dokumencie został sfałszowany. Nie zgadza się bowiem z jego podpisami na innych ważnych papierach. Stwierdzić mieli to biegli grafolodzy.

Ale to nie koniec kłopotów byłego prezydenta Warszawy. Wygląda na to, że spór z Izbą Skarbową, która kwestionuje kwoty dotyczące tej transakcji, a podane przez Piskorskiego w rozliczeniach podatkowych, będzie trwał. Decyzję Izby o naliczeniu kilkuset tysięcy złotych domiaru podatkowego uchylił w listopadzie wojewódzki sąd administracyjny. Ale Izba zamierza wnosić o kasację, powołując się właśnie na ustalenia śledczych.

Umowa z 1997 roku opiewa na ponad 900 tysięcy złotych. Sam Piskorski uważa, że sprawa ma charakter polityczny i ma zaszkodzić Stronnictwu Demokratycznemu i wspieranemu przez nie kandydatowi na prezydenta, Andrzejowi Olechowskiemu.