Szałamacha zwrócił uwagę, że prace nad nowelizacją ustawy hazardowej rozpoczęły się jesienią 2006 r. w ministerstwie finansów, kiedy to ówczesna szefowa tego resortu Zyta Gilowska powołała zespół międzyresortowy ds. opracowania projektu nowelizacji. Szałamacha zeznał, że delegował do niego z ramienia resortu skarbu przedstawicieli departamentów i instytucji finansowych oraz zaprosił do pracy w zespole Totalizator Sportowy.

"Uważam za naturalne i oczywiste, że w tych pracach uczestniczył Totalizator Sportowy. Firma ta dostarczała gros dochodów do budżetu, posiadała wiedzę na temat tego sektora, a projektowana regulacja jej dotyczyła" - podkreślił.

Zaznaczył, że TS przedstawiał w czasie prac swoją koncepcję i swoje stanowisko co do kształtu projektu nowelizacji, które następnie były poddawane dyskusji.

"Nie miałem informacji o żadnych negatywnych zjawiskach - budzących wątpliwości z punktu widzenia etyki lub prawa - podczas tych prac" - podkreślił. "Uważam, że zarząd spółki, którego obowiązkiem było zabiegać o jej rozwój, miał prawo przedkładać ministrowi skarbu, właścicielowi swoje propozycje" - dodał.

Zaznaczył, że celem zmian ustawy było wyrównanie konkurencji pomiędzy sektorem prywatnym a państwowym na rynku hazardowym, a sposobem na to miało być m.in. obniżenie opodatkowania wideoloterii. Jego zdaniem organizacja wideoloterii byłaby najbardziej skuteczną metodą utrzymania konkurencyjności spółki państwowej wobec prywatnych właścicieli automatów o niskich wygranych.

W tamtym czasie organizowanie wideoloterii było wprawdzie możliwe, ale ze względu na wysokie opodatkowanie tego rodzaju hazardu - 45 proc. - było ono w praktyce nieopłacalne. Wideoloterie podobne są do gier na tzw. jednorękich bandytach z tym, że dzięki połączeniu urządzeń dają one możliwość wygrania skumulowanej sumy, znacznie wyższej niż na zwykłym automacie o niskich wygranych. "Proponowaliśmy obniżenie opodatkowania wideoloterii, a następnie wprowadzenie kroczącej stawki podatku" - mówił Szałamacha.

"Doświadczenie innych krajów, które wprowadziły wideoloterie, są na tyle obiecujące, że można stwierdzić, że prowadzenie takiej gry przez spółkę państwową pozwala na skanalizowanie, trzymanie w ryzach zjawiska szarej strefy (na rynku hazardowym)" - ocenił były wiceminister skarbu.

W opinii Szałamachy ludzką skłonność do hazardu należy "ograniczać, kanalizować, opodatkowywać", a nie jej zakazywać. "Zakazywać takiego zjawiska można tylko wtedy, gdy zakaz ten jest możliwy do wyegzekwowania lub gdy przemawia za tym ważna przyczyna natury zdrowia publicznego, przyczyna etyczna" - zaznaczył.

Szałamacha zeznał ponadto, że proponował, by inwestorem Narodowego Centrum Sportu był Totalizator Sportowy. "Zaproponowaliśmy też - aczkolwiek przypuszczam, że to była koncepcja TS, którą ja podchwyciłem - stworzenie struktury organizacyjnej i finansowej pozwalającej na zbudowanie nowego stadionu narodowego w oparciu o TS" - mówił Szałamacha.