"Kupię wódkę <Bałtycką> i wyślę obu panom, by ich pogodzić - zapowiada w rozmowie z "Teleexpresem" Bartosz Arłukowicz. "Po 29 latach powinni się wreszcie pogodzić, tym bardziej, że wódka już nie jest na kartki" - dodaje poseł z klubu Lewicy.

Sprawa, która nie ma nic wspólnego z aferą hazardową, wypłynęła w czasie przesłuchania Zbigniewa Derdziuka - do niedawna ministra Donalda Tuska, a obecnie prezesa ZUS - przed komisją śledczą. Poseł Arłukowicz chciał się dowiedzieć, jak to było z tą wódką, o której Kazik Staszewski śpiewał: "No daj mi Derdziuk wódki, no co ci to stanowi? Ja nie mogę, muszę zawieźć tatowi".

"Miałem swój prywatny interes. Mój brat planował na wiosnę wesele" - tłumaczył przed komisją Zbigniew Derdziuk, wyjaśniając, dlaczego nie podzielił się z kolegą kartkami na alkohol. Ale dodał też coś, co zdenerwowało Kazika.

"Były strajki. Ja jestem człowiekiem odpowiedzialnym i uważam, że jak się strajkuje, to się nie pije. Ale niektórzy koledzy potrzebowali kartek na wódkę. Ja z natury nie popierałem picia podczas strajku" - oświadczył prezes Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.

Na te słowa muzyk zareagował ostro. Na swojej stronie internetowej opublikował oświadczenie, w którym wyjaśniał, że nie pił w czasie strajku.

"Propozycję odkupienia pół litra wódki <Bałtyckiej> złożyłem mu ZANIM rozpoczął się studencki strajk okupacyjny. Na strajku obowiązywał kategoryczny zakaz spożywania napojów o jakiejkolwiek zawartości alkoholu i zakaz ten był przez uczestników strajku konsekwentnie przestrzegany" - napisał Kazik Staszewski.

Ten spór zakończyć chce poseł Bartosz Arłukowicz. Będzie miał jednak problem, bo popularnej w PRL-u wódki "Bałtyckiej" próżno dziś szukać w sklepach monopolowych.