Poseł "Superman" - jak nazywa go "Fakt" - nie wpadł w panikę i wiedział, co robić w takiej sytuacji. Nic dziwnego, zanim trafił do Sejmu był m.in.
lekarzem pogotowia. Okazał się nawet lepszym ratownikiem niż sejmowy medyk, który - jak pisze "Fakt" - nie chciał udzielić pomocy Pisalskiemu tylko wysyłał go do
laryngologa.
Arłukowicz zachował trzeźwość umysłu, "podkradł" medykowi specjalne szczypce lekarskie i sam postanowił ratować kolegę.
chwycił wijącego się w cierpieniach kolegę za głowę, otworzył mu usta i sięgnął szczypcami w głąb gardła. Jeden wprawny ruch i kawał łososia z ością był już w silnych dłoniach
"Supermana" Arłukowicza. Pisalski odetchnął z ulgą - czytamy w relacji "Faktu".
"Poseł Arłukowicz uratował mi życie. Moja rodzina i ja jesteśmy mu niezmiernie wdzięczni" - powiedział "Faktowi" Pisalski.
>>>Czytaj też: Premierze! Bo się przeziębisz