Zamiast poboru będą agencje reklamy
Znienawidzone przez 19-latków Wojskowe Komendy Uzupełnień nie będą zlikwidowane, mimo przejścia naszej armii na zawodowstwo. Zmienią się jednak nie do poznania. Będą przypominać agencje reklamowe - zdradza w rozmowie z DZIENNIKIEM minister obrony narodowej Bogdan Klich.
- Koniec poboru nie oznacza amnestii dla poborowych
- Rząd Tuska oszczędza na armii
- Czy to będzie ostatni pobór do wojska?
- Uciekałeś od wojska? MON może ci odpuści
- Nie chcemy być tylko tu, gdzie pozwala ONZ
- Chcesz zarobić? Wstąp do wojska!
- Chcesz do armii? To kosztuje...
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Niedziela 2012-05-27

temp. min 3°C max. 22°C
opady:
śladowe opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Minister obrony Bogdan Klich narodowej tłumaczy, że pozostawienie WKU jest koniecznością, ale podkreśla, że nie będą już one przypominać tych sprzed lat. Znani wszystkim poborowym opryskliwi majorzy mają zamienić się w przyjaznych agentów reklamowych, którzy będą zachwalać uroki służby wojskowej.
>>>Klich dla DZIENNIKA: To ostatni taki pobór
"Stanąłem przed wyborem: albo dokonać generalnej wymiany kadr w WKU, albo dać szansę tym, którzy w nich służą. Zdecydowałem się na to drugie. Jeśli nowy system nie zacznie działać, zawsze pozostanie możliwość dokonania generalnej wymiany kadr" - mówi DZIENNIKOWI minister Bogdan Klich.
p
IZABELA LESZCZYŃSKA: Po ogłoszeniu programu armii zawodowej latem tego roku wszystkim młodym ludziom, którzy nie lubią wojska, wydawało się, że będą mieli święty spokój. Będą
mogli pojechać do Wielkiej Brytanii, Irlandii czy nawet na Hawaje. Ale tak się nie stanie. Nadal będą mieli obowiązki wobec państwa. Proszę powiedzieć bardzo wyraźnie, co będzie musiał
młody człowiek.
BOGDAN KLICH: Po skończeniu 19 lat każdy młody mężczyzna będzie miał obowiązek jednorazowego stawienia się do WKU, by podda się badaniom lekarskim, które pozwolą ocenić jego
predyspozycje fizyczne i psychiczne. Wstępnie zostanie określona jego przydatność do konkretnej służby, ale tylko na wypadek, gdyby została ogłoszona mobilizacja powszechna.
Ale po co, skoro armia ma być zawodowa?
Wojsko musi wiedzieć, czy Jan Kowalski ma obie ręce, nogi i oboje oczu, czy w sytuacji zagrożenia bezpieczeństwa państwa może być zmobilizowany. Chcemy tego Kowalskiego tylko jeden raz
obejrzeć. Jednak żadna z osób przechodzących kwalifikację nie będzie przymuszona do służby wojskowej. Każdy, kto nie będzie chciał wstąpić do armii, zostanie z automatu przeniesiony do
tak zwanej rezerwy mobilizacyjnej. Dostanie książeczkę wojskową, a do niej wpis, że ma uregulowany stosunek do służby.
Tylko ci, którzy będą chcieli podpisać kontrakt z armią, otrzymają przydział do konkretnej jednostki. Dostaną go także ci, którzy zadeklarują, że w razie potrzeby, będzie ich można powołać pod broń - wstąpią do Narodowych Sił Rezerwy.
Do ochotniczej służby wojskowej będą młodych ludzi werbować te same WKU, które do tej pory wszystkim kojarzyły się z represjami. Czy coś się w nich zmieni? Stanąłem przed wyborem: albo dokonać generalnej wymiany kadr w WKU, albo dać szansę tym, którzy w nich służą. Zdecydowałem się na to drugie rozwiązanie. Ci ludzie regularnie odbywają teraz szkolenia, uczestniczą ćwiczeniach, grach symulacyjnych, zajęciach z marketingu i reklamy.
Przygotowała je wyspecjalizowana firma szkoleniowa. Indywidualnie weryfikujemy przydatność poszczególnych osób.
Jeżeli pracownik WKU nie będzie skutecznie rekrutował ochotników, to będzie zwalniany ze służby?
Dokładnie tak. Każda z osób służących w WKU wie, że jeżeli nie będzie zabiegać o ochotników i informować o warunkach służby, to albo zostanie przeniesiona do innego rodzaju służby,
albo będzie zwolniona z wojska.
Cały wywiad z ministrem Bogdanem Klichem ukaże się we wtorkowym DZIENNIKU.






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!